Parenting

Intuicja – warunek Twojego przetrwania

11 grudnia 2016

 

Kiedyś w kółko o niej słyszałam, ale nie bardzo potrafiłam ją w sobie odnaleźć. Podobno jest umiejętnością wrodzoną a my, kobiety, jesteśmy w nią wyjątkowo dobrze wyposażone. Jej siłę odkryłam dopiero po urodzeniu dziecka i tak się z nią zaprzyjaźniłam, że każdą rzecz dotyczącą mojego Rumcajsika konsultuję z moją Intuicja. Mam do niej pełne zaufanie, nic dziwnego – jeszcze nigdy mnie nie zawiodła.

Próbowano wyjaśnić ją na wiele naukowych sposobów, ale ja wierzę w jej magiczną, niewytłumaczalną moc. Uratowała mi tyłek w wielu ciężkich sytuacjach i dzięki niej wyszłam obronną ręką z niejednej macierzyńskiej opresji. Większość trudnych decyzji próbowałam rozwiązać na zasadzie bilansu zysków i strat i kiedy rozum zawodził, a inni naciskali na jakieś rozwiązanie, to ostatecznie intuicja podpowiadała mi odpowiednie wyjście z sytuacji.
Wierzę, ze Matka Natura wyposażyła nas w wewnętrzny radar, który wyjątkowo mocno uaktywnia się po przyjściu na świat dziecka. Nie dzieje się to bez przyczyny.
Okres, kiedy przynosisz swoje maleństwo ze szpitala i wprowadzasz je do swojego świata jest wyjątkowy. Nie tylko ze względu na zupełnie nowy etap, jaki zaczyna się w życiu i niemożność oderwania wzroku od dzieciaczka. Jest to okres wyjątkowo niebezpieczny i wymagający dla Młodej Mamy.
Twoje hormony kręcą teraz pętle na rollercosterze, a nowa sytuacja wydaje się przerastać na każdym kroku. Dochodzi zmęczenie, zwątpienie w to, czy da się radę i ogólne przytłoczenie sytuacją. Wtedy w łeb mogą wziąć wcześniejsze założenia, a jeśli tak się stanie, to podkopanie własnej samooceny i wiary w to, co się robi gwarantowane. Tak też stało się w moim przypadku i wielu znajomych mi Młodych Mam.
Jeszcze będąc w ciąży miałam kilka założeń, których niezłomne trzymanie się pozwalałoby mi uważać się za dobrą ( w moim mniemaniu) mamę. Wiem, gotowa recepta z serii „ jak szybko się zajechać”. Przy każdym z tych ustaleń miałam niejedną chwilę zwątpienia, a najbliżsi, mimo że nie chcieli źle, otwierali mi furtkę do drogi na skróty. Pamiętam jak dziś ten dzień, kiedy przywieźliśmy Małego do domu i padła pierwsza próba podjęta przez „życzliwych” zaznajomienia go ze smoczkiem. Według Innych miałam dwie opcje, albo dać smoczka albo sama być smoczkiem dla dziecka. Mimo moich wcześniejszych ustaleń, najbliżsi nie dawali za wygraną, a ich argumenty powoli zaczęły trafiać na podatny, zmęczony grunt. Ostatecznie dzięki mojemu uporowi i konsekwencji, moje dziecko nigdy nie poznało jego smaku. Nie, nie było ciężko. Po prostu zaufałam sobie i słuchałam swojego maluszka. W końcu to ja znałam go najlepiej i wiedziałam, że wybiorę najlepszą opcje.
Problem smoczkowy nie był jedynym, ale był pierwszym. I po tej sytuacji zaświeciła mi się żółta lampka ostrzegawcza, sygnalizująca przesiewanie rad „tych bardziej doświadczonych” przez grube sito. Tym samym dostrzegłam coś, czego istnienia wcześniej nie doświadczyłam, kobiecą Intuicję. Celowo piszę ją dużą literą, bo ma wielkie działanie. Jest to zmysł, na który każda kobieta powinna się wyczulić i któremu powinna zaufać.
Nie wiem dlaczego, ale kiedy stajesz się matką, pseudo doradcy wyrastają jak grzyby po deszczu. Wyposażeni w niezbitą pewność siebie i wiarę we własne doświadczenie tylko czekają na twoje niezdecydowanie i rozterki . Można wręcz odnieść wrażenie, że znają Twoje dziecko lepiej od Ciebie, w końcu „wszystkie dzieci są takie same!” Mają cudowny wachlarz rad na każdą dolegliwość i wcale nie zamierzają słuchać twoich wcześniejszych postanowień, za nimi przemawia ich rzekome doświadczenie i tym chcą Cię zdobyć. Są tak przekonywujący, że czasami człowiek sam zaczyna wątpić w swoje odczucia względem jakiegoś problemu. Po chwili orientujesz się, że realizujesz ICH zalecenia całkowicie ignorując moc, która w Tobie drzemie – Intuicję.
Po niedługim czasie nie grania do jednej bramki moja mama, osoba którą darzę absolutnym zaufaniem w niemal każdej kwestii, wstąpiła do mojego klubu. A ja potrzebowałam tego gracza. Przestała być uległa wobec Doradców i utwierdzała mnie jednym zdaniem za każdym razem, kiedy czułam zwątpienie : „Ty jesteś mamą, ty wiesz najlepiej”. Nie żebym potrzebowała tego potwierdzenia, ale zawsze robiło mi to cholernie dobrze i dodawało wiary we własne siły.
Każdą decyzję dotyczącą mojego Malutkiego podejmuję intuicyjnie, z czego jestem dumna, bo po czasie zawsze okazuje się, że moje wybory, (według innych czasami wbrew rozsądkowi) były słuszne. Mogę więc mieć to przekonanie, że to Ja jestem mamą, to Ja tu rządze i wara od mojego rewiru. Bez zbędnego niesmaku uległości, który może odbić się nieprzyjemną zgagą. Moje zdecydowanie daje mi dużo wiary we własne siły, a innym sygnał, że to teren odgrodzony drutem pod napięciem, zbytnie zbliżenie się grozi wyeliminowaniem.
Lubię ten moment, kiedy spotykam się z dawno niewidzianymi koleżankami i ich maluszkami. Często przy wymianie zdań i wątpliwości, widzę tą dezorientację w oczach. Wtedy powtarzam słowa mojej mamy: „ Ty jesteś mamą, słuchaj Intuicji, Ty wiesz najlepiej”. Błysk w oku i pewna odpowiedz „ No właśnie” tylko utwierdza mnie, że dobra lekcja została odebrana.
Nie ignoruj tej siły, masz ją w sobie. Podaj dalej.

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź