Lifestyle

Ile ogonów ciągniesz za sobą?

18 września 2018
jak byc lepiej zorganizowanym

 

 

Zastanawiałaś się nad tym, jaki ciężar pewnych spraw codziennie targasz za sobą? Jesteś z „Tych“, którzy są lekcy jak piórko, czy może czujesz wagę myśli? Odhaczasz, czy szufladkujesz i ciągniesz za sobą ten wóz w codzienność fundując sobie przewlekły stres? 

 

Gdyby istniał jakiś konkurs w kategorii odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę jestem pewna, że zajęłabym pierwsze miejsce! Niechlubne 1 miejsce i chociaż żyje mi się z tym fatalnie, to jest to cecha, którą trudno trzymać mi w ryzach. Nie raz, kiedy ogarniałam nagromadzone od dłuższego czasu sprawy poświęcając na to zdecydowanie więcej czasu niż planowałam, obiecywałam sobie, że nigdy więcej, że teraz systematycznie i na bieżąco będę wszystko robiła…Jednak wiecie jak to jest, albo może nie wiecie (czego ogromnie zazdroszczę). 

 

Pamiętam, jak jeszcze na studiach miałam praktyki w portalu internetowym dla kobiet. Byłam w dziale marketingu i reklamy. Fajnie było, a portal poszerzał swoją działalność. Do istniejących już zakładek miał dojść „Sport“, „Panna Młoda“ i „Mama“. Niestety, przypadła mi ta ostatnia kategoria, którą wtedy wykazywałam najmniejsze zainteresowanie i największą pogardę ( ;-)), ale jak to Ja, przekonałam redaktor naczelną, że wezmę WSZYSTKIE działy i doskonale sobie poradzę…Jako, że ambitnie działałam w pozyskiwaniu sponsorów i organizowaniu Eventów, tak naczelna zaufała mi, a raczej mojej determinacji w pokazaniu „Jestem tu najlepsza“. Na fatalny efekt nie trzeba było długo czekać, bo jak można się domyślić, ugotowałam się z ogarnianiem i tworzeniem tych wszystkich zakładek. Mój zeszycik pęczniał od spraw do załatwienie, a ich z dnia na dzień przybywało. Po wielu zgrzytach i nieprzespanych nocach oddałam 2 zakładki, zajmując się tylko tą wcześniej powierzoną…No to była dla mnie osobista porażka i niezła szkoła z własnego niedbalstwa i porywania się z motyką na słońce, jednak tak średnio wyciągnęłam wnioski, bo ta gorsza strona mojej osobowości zawsze w jakimś stopniu mi towarzyszy, a ja przeszłam nad tą, bądź co bądź, wadą do porządku dziennego uznając, że taka już moja natura…Jednak ostatnio, znów w jakiejś krytycznej sytuacji nagromadzenia wszystkich spraw „Na wczoraj“ postanowiłam, że rozprawię się z tą wyhodowaną słabością i przekuję ją w swoją siłę. Wynalazłam swój własny sposób na poskromienie diabła i z większymi, a niekiedy mniejszymi sukcesami, zaczęłam panować nad sytuacją, ale o tym za chwilę…

 

Ciężka ta szklanka…

 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wraz z odłożeniem spraw do przeklętej szufladki „Niedługo się tym zajmę“ problem nie znika. Wręcz przeciwnie, krąży ciągle po głowie zatruwając rzeczywistość, jednak wyrobiony nawyk „zaraz“ wstrzymuje od ostatecznego rozprawienia się z dziadostwem. Najbardziej zatruwające są te sprawy, które potencjalnie są zupełnie niegroźne, wręcz błahe, ale od nich zaczyna się zguba:

 

  • Zrobienie ręcznego prania
  • Wysprzątanie szafek w kuchni
  • Zaniesienie butów do szewca
  • Posegregowanie dokumentów w komodzie
  • Ruszenie dupska do fitnessklubu
  • Umycie okien
  • Zrobienie aktualizacji w komputerze

 

Czyli takie rzeczy, po niezrobieniu których nie mamy od razu przykrych konsekwencji. Ale już np niezapłacenie rachunku za prąd skutkuje od razu bolesną chłostą w postaci odcięcia…Jednak wszystkie nagromadzone niezałatwione sprawy, po jakimś czasie pozostawiają nie tylko urastają do rangi dużych kłopotów, ale przede wszystkim pozostawiają pewien niesmak, niefajne uczucie niedbalstwa, ciężaru i brak wiary we własne możliwości, co w konsekwencji prowadzi do utraty szacunku do własnej osoby…

 

Jakiś czas temu przeczytałam, że z problemami jest jak ze szklanką wody – nosisz ją w ręku 3 minuty i nie czujesz jej ciężaru. Jednak jeśli tą samą szklankę nosisz już cały dzień, tak ręka zaczyna Ci odpadać…Tak właśnie jest z naszymi niepozałatwianymi sprawami, które gdzieś tam w głowie ciągle nam towarzyszą, stają się takimi ciężkimi szklankami, ogonami, które za sobą ciągniemy. Zasypiamy i budzimy się z tym samym uczuciem przytłoczenia, a przecież wystarczy jedna rzecz, która załatwi sprawę raz na zawsze.

 

Jeden krok dzieli Cię od szczęśliwego życia

 

A gdyby tak na próbę, na jeden – dwa dni wprowadzić w życie pewną zasadę: „ Zmieniam Muszę zrobić w ZROBIĘ!“

Dzisiaj wszystko musimy: zrobić porządki w szafie, trzasnąć Chodakowską wieczorową porą, wziąć się w końcu za domowy pedicure, czy oprawić czekające od kilku miesięcy zdjęcia w ramki…Ale tak jakoś nie po drodze, no zupełnie nie pop drodze!

Zrobienie chociaż dwóch rzeczy dziennie z zaległych spraw, które zaprzątają od dłuższego czasu głowę czyni CUDA! A uwierzcie, mówię to z pozycji osoby, co ja gadam, RECYDYWISTY uwielbiającego szufladkować i odpychać od siebie listę „to do“. No właśnie, bo to w niej jest siła…

 

Lek na całe zło wyhodowanego niedbalstwa

 

Robicie codziennie listę zadań do zrobienia? Powiem szczerze, że gdzie bym nie spojrzała, na których blogach bym nie była, tam wszędzie codzienność ludzi wyznacza lista „to do“. Kiedyś rozprawiła się z moim życiowym marazmem, jednak jakoś nie wiedzieć czemu, gdy właśnie zaczęła przynosić efekty, porzuciłam ją. Mądrze, prawda? :-/ Co więcej, drwiłam z osób, które otwarcie przyznają, że bez takiej listy ani rusz, że to podstawa ich codzienności, ich funkcjonowania…Teraz odszczekuję swoje drwiny i „oduśmiechuję“ te grymasy, gdyż codzienna lista rzeczy do zrobienia maczetą ciachnęła moje ogony, napiętrzone sprawy, ciągnące się za mną i negatywnie wpływające na moją codzienność. To taka przysłowiowa ręka nade mną, którą taki typ niedbalucha jak ja, musi mieć.

 

Zasady tworzenia Listy Zadań

 

Nie róbmy z tego nie wiadomo jak skomplikowanej sprawy, ale warto kierować się pewnymi zasadami, dzięki którym lista zacznie przynosić efekty, a nie dostarczać kolejnych frustracji. Ja jestem nowicjuszem w tych sprawach, jednak już wiem, co na mnie działa, a co demotywuje. Niektórzy tworzą listy tygodniowe, inni miesięczne. U mnie kompletnie to się nie sprawdza, na chwilę obecną jest to wręcz nie do zrealizowania i preferuję listy dzienne. 

Najważniejszym według mnie jest stworzenie listy DZIENNEJ rzeczy REALNYCH do ogarnięcia. Nic nam nie da, jeśli od razu wypiszemy wszelkie bolączki, które ciągną się za nami od jakiegoś czasu i wymagają natychmiastowego załatwienia, jeśli i tak nie zdążymy ich zrobić jednego dnia zatem:

 

  • Ustalić priorytety, wypisać sprawy, które MUSIMY zrobić (obojętnie jak banalnie by nie brzmiały) np odwiezienie dziecka do przedszkola, zrobienie zakupów, ugotowanie obiadu 
  • wpisać na listę zadanie, góra dwa, które są zaległe i uprzykrzają nam od jakiegoś czasu życie – małymi krokami, ale systematycznie uporamy się z demonami
  • mierzyć siły na zamiary – jeśli czujemy, że to nie jest nasz dzień, odpuśćmy i zróbmy minimum
  • lista nie powinna zawierać zbyt wiele rzeczy, musi być REALNA do zrealizowania
  • jeśli z jakiegoś powodu nie zrealizujemy zadania i przez następne dni przepisujemy go tylko na kolejne, powinniśmy się zastanowić nad przyczyną odkładania realizacji w czasie. Może tak naprawdę nie chcemy tego zrobić, nie jest to dla nas takie ważne, albo potrzebujemy pomocy drugiej osoby do ogarnięcia problemu?
  • na dziennej liście powinno znaleźć się miejsce na naszą przyjemność, np obejrzenie jednego odcinka ulubionego serialu, czy relaksująca kąpiel, itp 🙂

 

tworzenie listy zadan

 

jak tworzyc liste zadan

 

Nie będę się powtarzała i raz jeszcze opisywała zalety Listy. Mnie ogromnie pomaga trzymać w ryzach codzienność i moją skłonność do robienia zaległości i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Bez listy, a tworzę ją codziennie rano, gdy dom jeszcze śpi, czuję się zagubiona i bez celu. Kto by pomyślał, że zwyczajna kartka i długopis tak odmienią moją rzeczywistość i sprawią, że codziennie rano budzę się lżejsza. Lżejsza o ogony, które za sobą ciągnęłam…

 

Jak to wygląda u Was? Tworzycie listy, czy jesteście na tyle zorganizowane i ogarniające codzienność, że obywacie się bez nich? No i jak z tymi „ogonami“?  🙂

Sprawdź inne wpisy

12 komentarzy

  • Odpowiedz Kfiatushek 18 września 2018 at 12:41

    Lista jest nieoceniona. W pracy mam swój kalendarz z listą to do i dzięki niej nie tworzą się zaległości. Gorzej w domu. Tu jakoś mi nie idzie. Zanim urodziła się Lusia robiłam takie listy i dzialaly teraz muszę do tego wrócić, bo to naprawdę żubry patent.

    • Odpowiedz Kfiatushek 19 września 2018 at 07:46

      Miało być dobry patent 😂
      Słownik podpowiada mi głupoty

      • Odpowiedz Anna Popis 19 września 2018 at 08:48

        Olu ja już zachodziłam w głowę, co to za „żubrzy patent” – bo tak to odczytałam i już sama do siebie mówiłam :” Widzisz głupia, trzeba więcej książek czytać, wtedy wiedziałabyś co to żubrzy patent” 😀 A co do Listy, to naprawdę usprawniająca życie sprawa:-) Pozdrawiam Cię Olu:-*

        • Odpowiedz Kfiatushek 19 września 2018 at 12:27

          Hahahha 😂😂 tak to jest jak się nie czyta co się pisze 😜

  • Odpowiedz Matka Frustratka 19 września 2018 at 18:31

    Listy zadań nie czynię ale wpisuję do kalendarza planowane spotkania i wizyty 🙂 Za to mój partner rozpisuje wszystko . Łącznie z pozycją ” relaksacja w ogrodzie – 10.00-11.00 ” 😀 . Może dwóch zorganizowanych na jeden dom było by za dużo ? 😀 Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejny wpis 😉

  • Odpowiedz Dorota 19 września 2018 at 21:15

    W odkładaniu na potem jestem mistrznią 🙂

  • Odpowiedz Magda 20 września 2018 at 10:20

    Każdego dnia tworzę sobie nowe listy zadań i staram się realizować wszystkie pozycje z listy. Niestety czasem nie daję rady i zadania z poprzedniego dnia przechodzą na kolejny. I nagle robi się tego naprawdę dość sporo.. Ale próbuję! 🙂

  • Odpowiedz Kinga Kulczycka 20 września 2018 at 10:46

    Ja lubię szeroko spojrzeć na planowanie rzeczy do zrobienia. Racjonalnie rozkładam je na cały tydzień, by nie gonić własnego ogona 😉 hehehe Ważne żeby każdy znalazł patent na siebie 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 20 września 2018 at 11:31

      Kingo to ogromnie Ci zazdroszczę takiego zorganizowania, dla mnie pisanie list TYGODNIOWYCH to narazie wyższy stopień wtajemniczenia:-) Ale, jak to mówią, Małymi kroczkami do przodu. Może jak z dziennymi listami będzie mi szło, to i w tygodniowe wskoczę ? 🙂 Pozdrawiam

  • Odpowiedz Piotr Szostak 20 września 2018 at 16:13

    Świetnie, że wróciłaś do planowania, to bardzo pomaga. Ja mam nie tylko listy codzienne, ale planuję w ujęciu tygodniowym,miesięczny i rocznym. Planuje, każde większe przedsięwzięcie. Moim zdaniem bez planowania nie można być osobą zorganizowaną.

  • Odpowiedz Ewelina 21 września 2018 at 12:51

    Mi listy zadań ratują dzień 🙂 Zawsze mam wszystko rozwalone, nie potrafię się ogarnąć, a czas przeciekami przez palce. Spisywanie zadań pozwala mi skrupulatnie robić to co chce 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 21 września 2018 at 19:40

      Ewelino to prawda! Mi też przelatuje dzień przez palce, a wieczorem męczy mnie sumienie, że nic nie zrobiłam. A listy są w tym przypadku wybawieniem. Czarno na białym mam wypisane z jakim kontem kończę dzień 🙂

    Zostaw odpowiedź