Kobiecym Okiem

I dokąd teraz?

4 marca 2019

 

Jakiś czas temu znalazłam się w dość trudnej sytuacji. Zakończyłam współpracę z moim byłym już pracodawcą i nie bardzo wiedziałam, co począć dalej. Czułam się na maxa wypompowana, mało wartościowa i zapędzona w kozi róg. O dziwo, każdy z moich bliskich pokrzepiał mnie komentarzem „No wreszcie, ci ludzie i system pracy był nienormalny”, jednak mi daleko było od ich entuzjazmu i poczucia ulgi. Szczerze mówiąc to bałam się. Nie bardzo widziałam dla siebie miejsce. W niewielkiej miejscowości dla kogoś po moim kierunku studiów perspektywy znalezienia sensownej pracy są conajmniej skomplikowane. Wiedziałam jedynie, że muszę znaleźć coś, co da mi przede wszystkim stały i dobry dopływ gotówki, lepsze godziny pracy i jako taką satysfakcję. Czyli znalazłam się w grupie niemal wszystkich bezrobotnych marzących o lepszym jutrze.

Dałam sobie trochę czasu w nadziei, że jakoś to się ułoży i coś wpadnie mi „spod lady”. Ale nie wpadało. Długo nie wpadało. 

Po jakimś czasie postanowiłam na oślep walić swoim CV w pracodawców wyświetlanych na popularnych portalach z ofertami pracy. Tutaj również się zdziwiłam, gdyż odpowiedziało 90% z nich, nawet ci, którzy musieliby najpierw sporo zainwestować w moje wyszkolenie, aby mieć ze mnie jakiś pożytek…Ja natomiast widząc zainteresowanie moją osobą, które absolutnie nie miało nic wspólnego z deficytem na rynku;-) nieco nabrałam pewności siebie i pozwoliłam sobie nawet na wybredność w doborze ofert mi pasujących. 

Do czego zmierzam? Do tego, że rzuciłam się na nieznane dotąd wody. Zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną, do firmy z branży zupełnie mi obcej. Jeszcze przed spotkaniem z pracodawcą uznałam, że i tak nic z tego nie będzie, ale pójdę, tak z czystej ciekawości. Rezultat był taki, że od razu dostałam propozycję pracy, a ja podjęłam się wyzwania i dzisiaj mogę śmiało powiedzieć, że otwierając umysł na coś nowego, a co za tym idzie wymagającego, niewygodnego i niepewnego z początku, znalazłam swoje miejsce i dziś mam mnóstwo pomysłów na realizacje swoich celów. Wreszcie, pierwszy raz od dłuższego czasu, widzę przyszłość w jasnych barwach bez obawy, co będzie jak coś się skończy, gdyż wiem, że i tak sobie z tymi nabytymi umiejętnościami i predyspozycjami poradzę. Wreszcie praca, mimo specyficznego charakteru i nieuniknionego, czasami nieprzyjemnego, kontaktu z ludźmi, daje mi wewnętrzny spokój i odpoczynek. Tak, odpoczynek!

I teraz to, co dla mnie jest najważniejsze w tej przydługiej historii: Nie ma czegoś „na zawsze”, czegoś przypisanego do nas na stałe. To, że dziś jesteś średnio zadowoloną z wykonywanego zawodu księgową nie oznacza, że jutro nie możesz być super spełnioną kwiaciarką, czy dekoratorką wnętrz. Nigdy nie jest za późno na zmiany, które usprawnią i podkoloryzują życie. 

Ja niestety zbyt długo tkwiłam w przekonaniu, że jak profesor na uczelni dał tytuł, tak trzeba trzymać się wyuczonego zawodu. Jakoś tak termin „przebranżowienie” wykraczał poza moje ograniczone rozumowanie, a on jest tutaj kluczowy! Wydawało mi się, że zawód jest dany raz na zawsze i szkoda i nierozważnie byłoby porzucać coś, w czym się człowiek szkolił na rzecz czegoś zupełnie nieznanego…Ostatnio koleżanka skwitowała moje zadowolenie ze znalezionego w końcu miejsca w życiu : „I co, da się w Polsce żyć?? No jak wiać, da!” Kwestia właśnie wyjścia poza pewne ramy i danie sobie szansy.

Z własnego doświadczenia wiem też, jak ciężko ogarnąć rzeczywistość kobietom, które zostały mamami. Dziecko zmienia życie, ale niewątpliwie w największym stopniu życie kobiet właśnie. Ciężko odgonić czarne myśli, krążące wokół problemu powrotu do pracy. Albo w ogóle znalezienia jakiejkolwiek pracy pozwalającej na  pójście raz w miesiącu na przymusowe zwolnienie chorobowe, gdy w przedszkolu znów panuje epidemia grypy. Te myśli bywają czasami wręcz paraliżujące, uprzykrzające codzienność. Jednak nieraz tak jest, że trudne jest przyjacielem dobrego. I to właśnie tak wymagające sytuacje wymuszają na nas zmianę myślenia i szukanie nowych rozwiązań. Tym oto sposobem po raz kolejny przekonałam się, że standardowa praca na etat jest dla mnie nie do dogrania, ale już nienormowany czas pracy to w mojej sytuacji strzał  dziesiątkę. Tak wyłoniła mi się lista zawodów, jakie byłyby skrojone na nasze rodzinne potrzeby. Zwyczajnie w świecie sytuacja wymogła na mnie przekwalifikowanie się, za co jestem dziś losowi ogromnie wdzięczna.

Będąc na wzniosłej fali udało mi się ostatnio namówić moją mamę na pewne poszerzenie swoich zawodowych kompetencji. I jestem z niej cholernie dumna, że mimo swoich 50-ciu kilku 😉 lat dała się namówić na to szaleństwo i podjęła się wyzwania.  Bo wiecie, jak sama napisałam w ostatnim poście, moje 33 lata na karku dały mi pewną swobodę i zakończyły wewnętrzne spory pt. „Co ludzie powiedzą?”. Patrzę na moje dziecko i widzę jak ten czas zasuwa. Nieodwracalnie. Szkoda czasu na tkwienie w utartych schematach i do obrzydzenia znanych rolach. Nie mówię, że należy wywracać swoje życie do góry nogami i nagle porzucić buty i łazić po rozżarzonych węglach, nie. Nie o to chodzi. Chodzi tu przede wszystkim o porzucenie strachu i poszukanie innych dróg. Bo takie też są… Odwagi i wiary we własne siły Nam wszystkim

 

Sprawdź inne wpisy

4 komentarze

  • Odpowiedz Kfiatushek 5 marca 2019 at 07:44

    Aniu, nawet nie wiesz jak dobrze cię rozumiem. Kilka lat temu przechodziłam dokładnie to samo co ty. Tylko u mnie było odwrotnie. Moja pierwsza praca nijak miała się do wykształcenia, ale uczyłam się wszystkiego od podstaw i nawet to polubiłam. Tak minęło 8 lat, zmieniając pracę dalej szłam w tym samym kierunku, bo przecież na tym się znam, a okazało się, że to nie do końca dobry wybór. I tak miła razy. Az 2 lata temu trafiłam do obecnej pracy, idealnie zgodnej z moim wykształceniem i teraz czuję się w końcu na swoim miejscu. I bardzo lubię swoją pracę 😉

  • Odpowiedz Sara 9 marca 2019 at 17:30

    dzień dobry Aniu:) też czekałam, też zaglądałam, fajnie że jesteś :*

  • Odpowiedz Kasia 14 marca 2019 at 13:15

    Super, że w końcu wróciłaś. Witaj ponownie😁

  • Odpowiedz shelka 25 marca 2019 at 15:22

    Aniu stęskniłam się za Twoimi wpisami 🙂

  • Zostaw odpowiedź