Kobiecym Okiem

Gdy nie ma dziecka w pobliżu, jesteśmy bardzo niegrzeczni…

26 sierpnia 2017

 

Kochane, jak tylko „wymyśliłam” sobie ten wpis od razu poczułam motyle w brzuchu. Bo jestem na 10000000% przekonana, że każda z Was robi podobnie…..i trzeba, po prostu trzeba to przelać na internetowy papier, niech idzie w świat, niech inni się dowiedzą, że każdy tak ma, że rodzice czasami muszą „zdziczeć” aby na codzień utrzymać cywilizowane stosunki z otoczeniem. Tak dla zdrowotności.

Czasami, przeważnie w Weekendy gdzie siłą rzeczy, z racji dwudniowej przerwy od etatowej pracy, muszę dać dziecku więcej z siebie przełączam się na rytm „Byle do 19”. Nie dlatego, że nie lubię spędzać czasu z Rumcajsikiem, wręcz przeciwnie. Dlatego, że wiem, że obojętnie czy napisałabym dziesięć punktów do zrealizowania, czy 2, ostatecznie nic z tego nie będzie, bo to piłkę trzeba pokopać, bo bajkę razem pooglądać, bo klocki poukładać i przy okazji znieść kilka fochów. A to bardzo niesprzyjające warunki do ogarniana chałupy i garów, o uszczknięciu chwiluni dla siebie nie wspominając. Machnęłam już na to ręką i teraz weekendowe hasło brzmi „niech będzie co ma być, odpocznę w poniedziałek, po Weekendzie” i tak nieznośne stało się znośne. Ale przecież w człowieku gdzieś tam głęboko pod pierzyną obowiązków i przymusu poprawnego zachowywania się przy dziecku ciągle drzemią potrzeby. Bo za taką na pewno trzeba uznać przywilej dosadnego określenia jakiejś niefajnej sytuacji, która może nas spotkać na co dzień. A jak tu rzucić „kurwą”, jak dziecko przy boku? No nie da się, przynajmniej moja wizja wychowawcza wyklucza takie zjawisko…Co innego, jak rodzice mają „wolne od dziecka”, czyli możliwość wieczornego wyjścia na całe 2 godziny! Wtedy dzieją się rzeczy strasznie straszne…

Boże, jak ja cieszę się, że Młody ma już 3 lata. Cyckowanie skończone, noc przesypiania, nie wędruje po nocy i ogólnie cud, miód, malina – idealne warunki na wieczorne wyjścia. Jest jedynie mały szkopuł, mianowicie Rumcajsik nigdy nie spał poza domem i nie wykazuje żadnej chęci aby tak się stało, twierdzi, że jeszcze musi „urosnąć do takich rzeczy“ …Jesteśmy zatem uwiązani, albo w najlepszym wypadku, skazani na dorywczą wieczorną pomoc dziadków. Jasnym zatem jest fakt, że kiedy to już nastąpi, naszą głowę rozsadzają pomysły i buzowanie, bo od nadmiaru czasu, w którym można być niezależnym i d o r o s ł y m może człowiek „zdziczeć“ przynajmniej na te dwie godziny.

I właśnie o tym buzowaniu słów kilka bo jak się okazuje, odczuwa je większość oswobodzonych rodziców? Co robić, kino, restauracja, seks w samochodzie, czy pół litra czystej tuż za blokiem?
Zdradzę Wam co my robimy.

Ten piątkowy wieczór planowaliśmy już od poniedziałku. Babcia zamówiona na 19.30, szafa przeglądana każdego dnia, bo przecież taka okazja nie trafia się codziennie i takie wyjście można porównać z wyjściem na czerwony dywan, repertuar kina poznany już na pamięć podobnie jak karta dań w restauracji. Młody położony spać, punktualnie pojawia się babcia i motyle w brzuchu! Wolność Panie! Wypindrzeni cichutko na palcach przechodzimy obok pokoju Małego zostawiając na sobą duszącą smugę wszystkich perfum, które posiadamy na półeczce. W końcu jak wyjście to wyjście, tu zasada „mniej znaczy więcej“ nie obowiązuje.

Schodząc po schodach orientuję się, że jednak wygłupiłam się z tym strojem, ale powrót do domu w celu przebrania się wiązałby się z za dużym ryzykiem wybudzenia szatana. Zostaję w tym co mam. Po drodze rzucamy mięchem, (chociaż na codzień tego nie robimy) bo tylko takie epitety mogą określić radość z wyjścia „do ludzi“. Pierwszy nasz cel – coś zjeść (wtedy jednak mówimy bardziej dosadnie). Udając się w stronę ogródka w restauracji zahaczamy o sklep i wybór pada na papierochy, których na codzień nie palimy, jednak nie wiedzieć czemu, przy takiej okazji nam smakują i po kilku kęsach przegryzamy potrawę dymkiem. Między naszą soczystą wymianą zdań, które ktoś z boku spokojnie mógłby określić jako rozmowę patoli spoglądamy nerwowo na zegarek, bo już 30 minut za nami, a jeszcze tyle do zrobienia, tyle do wypicia, a czas nie chce się zatrzymać! Z boku jakaś rodzinka wieczorową porą z głośnymi dzieciakami, które w tym czasie wyjątkowo nam przeszkadzają. W końcu jak bez dziecka, to bez dziecka, dlaczego reszta świata o tym nie wie, że mamy wychodne i dzieciom wstęp wzbroniony?! Prosimy o rachunek i biegiem do pobliskiego baru. Tam po kilka głębszych sytuacja nieco spowalnia, nie ma nerwowych spojrzeń na zegarek, tu zdecydowanie moglibyśmy zakotwiczyć na dłużej, jednak świadomość wyjątkowości tej chwili pcha nasze nogi dalej do innego baru zobaczyć, czy tam nie dają czegoś lepszego…

I już sprintem zmierzaliśmy w kolejne miejsce, gdy dźwięk telefonu pokrzyżował nasze plany. Z podkulonym ogonem wracamy do domu, gdzie wybudzony Mały czeka na swoją przykładną mamusię. Kilka chwil na „wychuchanie“ się z tego papierosowego smrodu, nastawienie na tryb Rodzice i po przygodzie. Na następną przyjdzie nam trochę poczekać, chociaż myślę, że jeszcze długo nie „nachapiemy“się wolności, a dopóki jej nie uzyskamy, to raz na jakiś czas pozwalamy sobie „zdziczeć“

A czy Wy też macie momenty, w których popuszczacie hamulce? Jestem ciekawa w jaki sposób odreagowujecie swoje okołodziecięce obowiązki:)

 

 

Sprawdź inne wpisy

9 komentarzy

  • Odpowiedz MaSza 26 sierpnia 2017 at 21:04

    Świetnie to opisałaś 🙂 my jeszcze takiego wieczornego, dzikiego wyjścia nie mieliśmy. W ciągu dnia, owszem zdarzyło się kiedyś kino czy mecz ale w duchu MARZĘ o wieczornym zdziczeniu 🙂 póki co na odreagowanie napijemy się czasem wieczorem jakiegoś wina i zjemy paczke chipsów, takie szaleństwo 😀 Ale naprawdę ile bym dała za wieczorne wyjście… strzelić sobie taki mały reset i choć przez ten jeden wieczór nie myśleć, nie planować, nie analizować, nie rozkminiać.
    Pozdrawiam Cię Aniu i Was Czytelniczki.

    • Odpowiedz Anna Popis 27 sierpnia 2017 at 09:09

      Masza zjedzenie paczki chipsów to już coś;-) małe szaleństwo:-D Jednak wolny wieczór, choćby na chwilkę to naprawdę luksus, którego rodzice bezwzględnie potrzebują, choćby właśnie na te 2 godzinki.Tylko musi obowiązywać jedna zasada – zero rozmów o dziecku;-) Ja planuję niedługo babski wieczór u mnie, o którym marzę od daaawna, bo jeszcze od czasu pojawienia się Małego nie zdażyło mi się takie szaleństwo i aż boję się pomyśleć, że plany mogą minąć się z realizacją, kiedy dziecko się wybudzi…Trzymaj kciuki za mnie w pierwszym tygodniu września, bo na ten termin mamy zaplanowane spotkanie przy winku i pogaduchach;-)
      Pozdrawiam i ściskam :-*

  • Odpowiedz Magda 27 sierpnia 2017 at 17:20

    My mamy podobnie jak u Maszy, wieczorem chipsy i wino, lub piwo (ja uwielbiam piwo) i tyle na razie musi nam wystarczyć na odreagowanie, ale Twój ” pomysł” z pół litra czystej pod blokiem mi się spodobał,( daleko nie musimy wychodzić), tylko wódki nie lubię, ale co tam. Chciałabym ( jak Masza pisała) choć na jeden wieczór przestać myśleć, analizować, planować, nie mieć tego natłoku wszystkiego w głowie. Pozdrawiam.

    • Odpowiedz Anna Popis 27 sierpnia 2017 at 17:45

      Magdo mam nadzieję, że nie wzięłaś wszystkiego na serio;-) wódki nie piję w ogóle, tym bardziej pod blokiem;-)ale do wszystkiego można się przekonać…ja też lubię takie chipsowe wieczory, a już najbardziej lubię takie z jedzeniem na wynos i dobrym filmem. Dziś nadrabiam zaległości i szykuję się na Moonlight, a jedzenie zaraz się przyniesie:-) Pozdrawiam :-*

      • Odpowiedz Magda 27 sierpnia 2017 at 18:30

        Nie ja nie wzięłam tego na serio, tylko sobie wyobraziłam jak byśmy tak poszli pod blok i pili, to mi się śmiać zachciało. Z jedzeniem na wynos to jest to i do tego jakiś dobry horror, lub thriller (mój ulubiony gatunek), lub komedia romantyczna ( której nie znosi mój mąż).

        • Odpowiedz Anna Popis 28 sierpnia 2017 at 04:19

          Ja też uwielbiam horrory, czego nie potrafi zrozumieć mój mąż:-) Zbliżająca jesień wydaje mi się idealną porą na wieczorne zajadanie chipsów i oglądanie horrorów. Nawet ostatnio zrobiłam sobie listę takich, które koniecznie muszę obejrzeć poraz kolejny:-)

  • Odpowiedz Ania 27 sierpnia 2017 at 20:04

    Jesteśmy u tesciów i wczoraj wieczorową porą wyrwaliśmy się na spacer po żarówkę samochodową i chipsy na stację paliw. Chipsy zjedliśmy na ławce na przystanku autobusowym. Jakbym znowu miała 15 lat 🙂 Podzielę się z Wami naszym niedawnym chipsowym odkryciem – Lays mocno pogięte o smaku orientalnej salsy. Spróbowaliśmy i teraz nie smakują nam już żadne inne 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 28 sierpnia 2017 at 04:29

      Aniu takie niezaplanowane spontaniczne wyjścia są najlepsze! A Lays’y na pewno spróbuję 🙂

  • Odpowiedz kfiatushek 28 sierpnia 2017 at 11:34

    To ja się wyłamię. Nasz Junior raz w miesiącu jeździ do Dziadków NA CAŁY WEEKEND!!! i w ten weekend też był!!! Łłłoooo jezusicku co się działo to klękajcie narody – piwo, chipsy, totalny reset i wolność przez CAŁY WEEKEND. Mówię Wam, uczcie swoje maluchy takich wypadów. Toż to raj dla rodziców :)))

  • Zostaw odpowiedź