Kobiecym Okiem

Dylematy matki żłobkowo – przedszkolnej

26 czerwca 2017

 

Założyłam sobie już na początku prowadzenia bloga, że nie będę poruszała kilku kwestii. Jedną z nich jest omijanie szerokim łukiem rzeczy, które już dawno za mną, bo tak naprawdę opisując je z perspektywy czasu, a nie na bierząco, wypadłabym mało autentycznie. Nawet w swoich oczach. Dlatego, kiedy moja czytelniczka, taka, która jest ze mną praktycznie od pierwszych dni istnienia bloga, Kasiu ściskam Cię najmocniej, napisała do mnie kilka słów o sprawie, która ją ostatnio trawi byłam w nie lada pułapce, ale obiecałam, że poruszę temat na blogu. Wbrew wcześniejszym założeniom. I tak naprawdę zabierałam się za to jak przysłowiowy pies do jeża, bo mimo, że nie zapomniałam o obietnicy, to nie bardzo wiedziałam jak to ugryźć. Ale tak się w życiu składa, że sprawy rozwiązują się same, tak i w tym przypadku rozwiązanie przyszło samo, potrzebny był jedynie czas, no i to, że los ponownie postawił mnie w podobnej sytuacji…

Cała sprawa dotyczy dylematów mamy pracującej, albo takiej, która nie ma możliwości zajmować się cały dzień dzieckiem i w końcu rozważa posłanie Malucha do żłobka. Decyzja ta nie przychodzi łatwo i zwykle okupiona jest łzami i nieprzespanymi nocami matki, o ocenianiu przez osoby postronne nie wspomnę… Te z Was, które są ze mną od samego początku, albo śledzą bloga wnikliwie wiedzą, jak ciężko przyszedł mi etap posłania mojego dziecka do przedszkola, a w zasadzie to do żłobka, bo wiek 2 lata i kilka miesięcy jest zdecydowanie żłobkowy.
A teraz do rzeczy!

„ Co to za dylemat?!“ usłyszałam od pewnej osoby, „Posyłasz dziecko, trochę popłacze i to wszystko, przyzwyczai się“. Uwielbiam rady osób, które niewiele wiedzą o moim dziecku i życiu jakie prowadzimy, natomiast jeśli rozwiązanie problemu wymagałoby zaangażowania naszego „radzącego“ nagle wokoło robi się pusto i zapada grobowa cisza. A radź sobie Matko sama z problemem! Zwykle to nam, mamom, dostaje się po dupie, to my zmagamy się nie nieżyczliwym okiem wszystkowiedzących i poddających pod wątpliwość każdy aspekt naszego życia. No bo tak: z jednej strony możesz wybrać życie mlekiem i miodem płynące, czyli „siedzenie z dzieckiem w domu“ i masz „hajlajf“, jak to niektórzy myślą, z drugiej jednak, kiedy posyłasz dziecko do żłoba to jesteś wyrodną matką, która na rzecz robienia kariery i własnej wygody zostawia dziecko pod opieką całkiem obcych ludzi i pół dnia ma z bańki – czyli jakkolwiek by nie brać tego problemu, zawsze będziesz na straconej pozycji – taka rola matki.

Za każdym takim wyborem kryją się nie lada dramaty, bo świadoma decyzja o pozostaniu z dzieckiem w domu ukróca dość mocno domowy budżet, możliwości i skazuje Mamę na życie na „garnuszku męża“, co dla 90% kobiet jest sytuacją psychicznie bardzo niekomfortową. Z kolei pójście do pracy i świadomość tego, że nasze dziecko jest jednym z wielu w grupie, nad którą opiekę sprawują zupełnie obce osoby jest również nie do pozazdroszczenia. Tym bardziej, że my, Mamy, zawsze widzimy swoje dziecko jako jeszcze malutkiego i nieporadnego berbecia, który bezpieczny jest tylko w pobliżu mamy. Zupełnie normalna sprawa.

Nie przesadzę, jeśli powiem, że ten rok jest najbardziej intensywnym w moim życiu. Niedawno wywróciliśmy swoje życie o 360 stopni. Powrót do kraju, nowe przedszkole, nowe mieszkanie, remont, przeprowadzka, nowa praca…no właśnie! Całkiem poważna praca w całkiem poważnej firmie na całkiem poważnym stanowisku wymagająca całkiem poważnych dostosowań do nowej sytuacji. I choć z przystosowaniem do nowego przedszkola raczej nie mieliśmy problemu, tak teraz ja mogę mieć problemy z wyrzutami sumienia.
Kilka dni temu panie przedszkolanki wypytywały rodziców, które dzieci nie będą uczęszczały na zajęcia w wakacyjnym okresie. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że 70% dzieci zostaje w domu…Mimo, że przedszkole nie ma przerwy, to rodzice zostawiają dzieci w domu, bądź fundują im inne możliwości spędzania wolnego czasu. Kiedy przy innych mamach stwierdziłam, że moje dziecko będzie chodziło normalnie, gdyż tego wymaga moja sytuacja zawodowa zauważyłam niezrozumienie w oczach innych, a być może to tylko ja odniosłam takie wrażenie, bo na moich plecach już czaiły się wyrzuty sumienia… Co więcej, przygotowuję taką „niespodziankę“ mojemu dziecku, że będę Go przywoziła jeszcze wcześniej i odbierała jeszcze później…Super! I szkoda mi mojego dziecka mimo, iż wiem, że jest pod najlepszą opieką w fantastycznym miejscu z fantastycznymi paniami. To jednak mam wyrzuty sumienia, że nie mogę mu zapewnić tego komfortu, co inne dzieci…Być może nawet, poza krótkim weekendowym wypadem, nie wyjedziemy na wakacje, gdyż mój grafik napięty jest do granic możliwości. Wiem też, ile cennych chwil stracę, ile uśmiechów i uścisków przepuszczę bokiem i naprawdę nikt nie musi uświadamiać mnie spojrzeniem bądź niemiłym słowem…Ale tak to już jest, kiedy potrzeba bliskości i spędzania czasu ze sobą zderzą się z potrzebą życia i egzystowania w realnym świecie. W wyniku tej kolizji zawsze powstaje dylemat i kilka sporych wyrzutów sumienia, które tylko My, Mamy, jesteśmy w stanie zrozumieć, bo nie raz ich ciężar dźwigałyśmy na swoich barkach. Szkoda jedynie, że jesteśmy tak skrupulatnie rozliczane ze swoich wyborów, jakiekolwiek by one nie były…

 

Sprawdź inne wpisy

1 komentarz

  • Odpowiedz sara 26 czerwca 2017 at 19:35

    Najgorsze w tych komentarzach do Twojego sposobu na zycie jest to, Ze najczesciej slyszy sie je od kobiet!!Prawda?:( Chyba przestalo mnie to dziwic. I wiesz co? Niech Ci to wszystko wisi ,dynda i powiewa, zalozylas wlasna rodzine i to Twoja sprawa,jak ona funcjonuje. Niewazne ile czasu malemu poswiecasz,wazne jak ten czas wykorzystujesz. Bo on zapamieta to co my z dziacinstwa – w co sie mama z nim bawila, gdzie wyjezdzal z rodzicami,wspolne obiady lub kolacje i inne. Jestem przekonana,ze jestes zorganizowana mama, ktora ma milion pomyslow, jak uroznaicic zycie swojego dziecka. Pracujesz, zapewniasz mu zycie na poziomie, dbasz o niego i dom. Dajesz mu wspanialy obraz kobiety na przyszlosc!

  • Zostaw odpowiedź