Lifestyle

Dlaczego nie pozwolę więcej dziecku założyć okularów przeciwsłonecznych?

3 sierpnia 2017

 

Jeszcze do niedawna nasz ulubiony dodatek, który miał podrasować strój i choć trochę ochronić oczy przed szkodliwymi, jak wtedy myślałam, promieniami słonecznymi. Choć sama niestety nie wiem, co w tym zestawieniu było ważniejsze. Dziś, uzbrojona w wiedzę, ale bez szczęki, bo tej w dalszym ciągu nie mogę podnieść z podłogi, stoję w opozycji do moich założeń. Po przeczytaniu wyników badań schowałam okulary przeciwsłoneczne głęboko do szafy i jestem pewna, że Ty też już nigdy nie popatrzysz na nie jak wcześniej.

Przyznam się Wam od razu, że mam takie dwie bomby, po których leżę i ciężko zipię, ale dziś zdecydowałam się poruszyć tylko, a może aż, jedną z nich, bo wolę abyście dokładnie przeczytały krótszy tekst i wyciągnęły z niego więcej, niż przescrollowały przydługi wpis dotyczący dwóch, jakże ważnych, problemów i nie wyciągnęły z niego za wiele.

No to właściwie w czym ten problem?

Podobno w słońcu. Bo to o nie chodzi tu najbardziej. Z każdej strony bombardują nas przekazami, jak bardzo jest szkodliwe i jak bardzo powinniśmy się przed nim chronić. A co pomoże nam w ochronie? Kremy ochronne i okulary przeciwsłoneczne rzecz jasna!

Przejdę od razu do konkretów, aby nie marnować Waszego i mojego czasu. Okulary przeciwsłoneczne powszechnie są nam sprzedawane jako mały dodatek o wielkich właściwościach – dbają o nasze zdrowie, chronią oczy i zapewniają komfort widzenia w słoneczne dni. Większość z nas nabywa je w sklepach odzieżowych w kąciku z akcesoriami. I nie, nie mam zamiaru przekonywać Was, że tylko grubo wydana kasa na wypasione okulary jest jedyną rozsądną opcją, nie. Bo w ogóle zakup jakichkolwiek okularów na słońce nie jest za dobrym pomysłem.

Co złego robią nam okulary?

Powróćmy na chwilę do tego słońca, które rzekomo jest takie złe. Chroniąc się przed nim w każdy możliwy sposób pozbawiamy się możliwości korzystania z jego dobroczynnych właściwości. A jakie to właściwości? W wielkim skrócie – między innymi takie, że światło ultrafioletowe to najtańsze źródło witaminy D, ale to tylko kropla w morzu pozytywnych aspektów na nasz organizm.

Promienie słoneczne są w stanie przenikać nie tylko skórę, ale również mogą wnikać w ciało na poziomie kości i organów. Nie inaczej jest z oczami, które rozsądnie wystawione na promienie UV umożliwiają temu dobroczynnemu światłu dotarcie w głąb mózgu. Zazwyczaj, jak tylko nerwy wzrokowe zareagują na światło słońca, gruczoł przysadki mózgowej zaczyna produkować hormony, które aktywują melanocyty. „(…) Melanocyty produkują melaninę, pigment, który nadaje skórze naturalny, ciemniejszy kolor i zabezpieczają ją przed oparzeniem słonecznym. Gdy skóra zostaje wystawiona na działanie słońca melanocyty zaczynają produkować dodatkowe ilości melaniny.

Noszenie okularów przeciwsłonecznych zaburza ten proces. Zamiast pobudzać melanocyty do produkcji hormonów chroniących przed poparzeniem słonecznym, gruczoł przysadki za sprawą ciemnych szkieł myśli, że się ściemnia i dlatego znacznie ogranicza produkcję hormonów pobudzających pracę melanocytów. Tym samym skóra produkuje mniej melaniny, co sprawia, że traci ona ochronę i zostaje uszkodzona(…)“. Spokojnie, z pomocą przychodzą nam producenci kremów ochronnych, których rakotwórcze składniki w wystawione na działanie promieni słonecznych w ekspresowym tempie dostają się do narządów wewnętrznych i tak uszkadzają komórki…Ale o tym następnym razem.
Wracając do okularów, te przeciwsłoneczne, jak również te zwykłe i soczewki odbijające promieniowanie UV, są w dużej mierze odpowiedzialne za choroby degeneracyjne oczu, w tym zwyrodnienie plamki żółtej czy zaćmy. Większość osób, które noszą regularnie okulary słoneczne uskarża się na ciągle pogarszający wzrok. Pozbawienie oczu odpowiedniego wystawiania na promieniowanie ultrafioletowe może mieć zatem poważne konsekwencje.

Jeśli jeszcze nie jesteś przekonana, co do szkodliwego wpływu ciemnych szkiełek, to może kolejny fakt da radę…

Skupmy się teraz na podziale okularów przeciwsłonecznych na te niby lepsze dla nas – chroniące przed promieniowaniem UVA i UVB i na te zwyklaki – sklepowe gadżety. Bądźmy szczere, o ile jeszcze dla siebie może kupimy okulary droższe, z filtrami i polaryzacją, tak dziecku wybierzemy te z sieciówki, bo po pierwsze tańsze, po drugie zakładamy, że i tak zgubi lub poniszczy, a po trzecie są ładniejsze…tak po prostu, modniejsze. I co otrzymujemy? Zakładamy dziecku zwykłe przyciemniane okulary bez jakichkolwiek filtrów. Jego źrenice otwierają się szerzej, jednak nie mają żadnej ochrony. I w tym momencie do tej szeroko otwartej źrenicy docierają promienie UV i mają ją jak na patelni…Czym różni się takie wystawienie oka od wystawiania oka w ogóle nie uzbrojonego w żadne okulary? Przyciemniony przez kiepskie okulary przeciwsłoneczne obraz sprawia, że oko jest pozbawione naturalnego obronnego odruchu mrużenia, zasłaniania gałki powieką i rzęsami.
Na tych przykładach można zobaczyć, że natura wiedziała co robi. A my nie powinniśmy zbytnio z nią walczyć. Ja w każdym razie otworzyłam swoje oczy bardzo szeroko i będę przyglądała się bliżej rzeczom, które stosuję na codzień, a o których de facto mało wiem. Mam nadzieję, że wpis okazał się i dla Was pomocny:-)

Sprawdź inne wpisy

1 komentarz

  • Odpowiedz Kasia P. 4 sierpnia 2017 at 05:27

    O nie…A da rady to „odczytać”? Nie myślałam o noszeniu okularów w ten sposób, tzn nie wiedziałam o tym! Faktycznie już nie spojrzę na okulary tak samo, jak przedtem. Przydatny wpis, dziękuję i pozdrawiam autorkę bloga :->

  • Zostaw odpowiedź