Parenting

Dlaczego moje dziecko nie chce rozmawiać o przedszkolu?

28 września 2017

 

Ogromnie cieszyłam się na okres kiedy zacznę odbierać moje dziecko z przedszkola, a On będzie zasypywał mnie opowieściami o zabawach z rówieśnikami, piosenkach, wykonanych pracach plastycznych, paniach przedszkolankach, małych 3-latkowych grzeszkach itp. Słowem o wszystkim tym, co wydarzyło się w przedszkolu. Oczami wyobraźni widziałam nas w samochodzie śmiejących się i przekrzykujących, kto pierwszy dojdzie do głosu i zda relację ze swojego dnia – ja z pracy, Rumcajsik z przedszkola…Tymczasem c i s z a. Na pytanie „jak było w przedszkolu i co porabiał” odpowiadała mi grobowa cisza, ewentualnie, jak miałam szczęście, dowiedziałam się, że było „dobze”. Wiecie jak to Matka, biedna kobiecina, z oczami pełnymi strachu i sercem przepełnionym troską, z uszami jak radary wysłuchującymi z każdej strony niepokojących odgłosów i głową pełną zmartwień, czy oby naszemu dziecku nie dzieje się w danej chwili krzywda, zaczęłam snuć domysły…Wiedziałam i ufałam w 100%, nie, w 1000000% że mojemu dziecku w TYM przedszkolu nie dzieje się żadna krzywda, że panie są świetne i przekochane, że jest mnóstwo atrakcji, jedzenie z przedszkolnej kuchni pyszne, a już najlepsze kompoty 🙂 no że mucha nie siada…Ale Matka jest matką i różne filmy w głowie kręci…Dlaczego On nie chce opowiadać? Może coś się stało, może ktoś zrobił mu przykrość, może ma mi za złe, że Go tam posyłam, no M O Ż E coś jest na rzeczy i to „może” zaczęło mnie niepokoić.

Ochh, jestem taka, że jeśli jakakolwiek rzecz mnie zmartwi, da do myślenia, może to być byle pierdoła, nawet inne niż zwykle spojrzenie sąsiadki, to chodzi za mną to dziadostwo całymi dniami. Też tak macie, że na wspomnienie głupiego/wstydliwego zdarzenia z Waszej prehistorii aż wzdychacie, kręcicie głową, czy też zasłaniacie twarz z poczucia zażenowania? No właśnie! Mam podobnie, nie puszczam takich rzeczy sobie płazem. Wyrobiłam w sobie „wspaniały” nawyk torturowania się myślami wszelakiej maści. I jak można się domyślić sprawa poprzedszkolnego milczenia bardzo mi ciążyła. Poszperałam, poczytałam i sytuacja nieco się rozjaśniła.

Dlaczego dziecko nie opowiada?

 

 

Nawet nie wiedziałam, że robię źle, ale po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że nadgorliwość gorsza od…bo zasypywanie dziecka pytaniami, jak tylko wsiądzie do auta o to, jak minął mu dzień nie jest najlepszym rozwiązaniem. Chcemy dobrze, chcemy okazać troskę, jednak nasze zachowanie przynosi odwrotny skutek. Dziecko może być najzwyczajniej w świecie zmęczone, gdyż otoczenie, nawet bardzo lubianego przez Malucha przedszkola jest dla niego męczące. To kilka dobrych godzin różnych aktywności, zabaw, które też są przecież aktywnością i zajęć wymagających większego skupienia w towarzystwie osób, przy których jednak nie mogą zachować się tak swobodnie, jak w domu. Każdy ma swoje granice, a poznanie ich przez dziecko jest żmudną pracą uczącą pokory. Konieczność trzymania się pewnych norm, to naprawdę ciężka harówka dla naszego dziecka. To raz. Druga sprawa jest taka, że tym, czego w pierwszym momencie po wyjściu z przedszkola potrzebuje jest chwila spokoju, „ukojenia nerwów”, możliwość pobycia z osobami mu najbliższymi w znanej i spokojnej przestrzeni, a nacierające z każdej strony pytania mogą Jemu tę chwilę skutecznie uprzykrzyć. W myśl zasady, o której my, dorośli często zapominamy, dziecko też człowiek i zawsze należy brać drugą stronę. My też wolimy po pracy usiąść na chwilę w spokoju, niż od razu odpowiadać na tysiące pytań związanych z pracą. W biurze zamykamy za sobą drzwi i koniec, jesteśmy wolnymi ludźmi zmierzającymi do DOMU, a tysiące pytań innych o załatwione (bądź nie) firmowe rzeczy tą wolność nam zabierają i powodują, że czujemy się, jakbyśmy nigdy z tej pracy nie wychodzili…Prosta sprawa, czy lubimy opowiadać o pracy PO PRACY? No właśnie, dla dziecka przedszkole to też taka praca.

No, ale przecież coś w końcu wiedzieć chcemy…

 

Może kłopotem nie jest tutaj sama w sobie niechęć do zdawania relacji, a to, że 3/4 latek to jeszcze naprawdę małe dziecko i może mieć problemy z ogarnianiem 8 – mio godzinnej rzeczywistości przedszkolnej, bo zwyczajnie nie pamięta wszystkiego. Dziecko dzieli sobie ten dzień na małe kawałki i pytania należy zadawać konkretnie dopasowane do tych kawałków. Kiedy zapytamy się, co porabiało w przedszkolu, to nie bardzo będzie umiał wyciągnąć miąszu z tego dnia, bo robił „wszystko”, jeśli natomiast skonkretyzujemy swoje pytanie, jest duża szansa, że otrzymamy odpowiedź. Należy mieć również na uwadze to, że dziecko nie przywiązuje większej uwagi do czynności powtarzających się, zatem podany obiadek, jeśli nie będzie mu wybitnie smakował, najpewniej pozostanie niezauważony dla pamięci. Natomiast, jeżeli do przedszkola wpadną z wizytą strażacy i dadzą przymierzyć hełm, to można być pewnym, że prędzej czy później o tym usłyszymy podczas spontanicznej rozmowy.

 

No właśnie, rzecz w dobrze sformułowanym pytaniu…

 

Pierwszym, co zapadło mi w pamięć po przeczytaniu kilku artykułów psychologów było to, że zadawanie ogólnych pytań nic nam nie da. „Kto był dzisiaj w przedszkolu” możemy schować sobie głęboko do kieszeni, bo jest zwyczajnie za trudne dla tego Malucha. Natomiast pytanie, czy „Był dzisiaj Stasiu ?” albo „którą zabawkę lubi najbardziej” całkowicie zmienia postać rzeczy. To już wiemy, odhaczamy.
Drugą sprawą jest to, abyśmy dali sobie na wstrzymanie, mniej znaczy więcej. Dziecko zarzucone pytaniami zamknie się w sobie. Poza tym, zadawanie pytania z ukrytą odpowiedzią to kiepski pomysł, np „Dobrze się dzisiaj bawiłeś“ niesie ze sobą pewne oczekiwania, bo co będzie, jeśli akurat nie bawił się dobrze? Przecież nie będzie tłumaczył, dlaczego było kiepsko… najpewniej za to wybierze milczenie.

 

Sprytne sposoby na „wyciągnięcie” z dziecka przedszkolnych opowieści

 

Zastanawiałam się, jak mogę nienachalnie dowiedzieć się , co w przedszkolnej trawie piszczy.
Metodą prób i błędów wypracowałam pewne techniki, dzięki którym czerpię skąpe bo skąpe, ale jednak informacje.
Dałam sobie szlaban na rozmowę o przedszkolu w samochodzie. W zamian za to mówię, co musimy jeszcze dziś pozałatwiać, gdzie pojechać i pytam, na co mój synek miałby ochotę, jak chciałby spędzić resztę dnia. Po tych rozmowach sama zaczytam opowiadać, o tym, jak minął mi dzień bez niego, co mnie zdenerwowało w pracy (staram się opowiadać to nieco przesadzonym, rozśmieszającym Go tonem), tak, aby widział, że takie opowiadanie nie wiąże się tylko z suchym raportem, a możliwością wyładowania emocji w nas drzemiących. Opowiadam również jak bardzo stęskniłam się za Nim i jak często myślałam o Nim myślałam. Bez zbędnych pytań. Ani słowa o przedszkolu. Wtedy o dziwo moje dziecko samo obdarowuje mnie jakimś wspomnieniem, jednak nawet wtedy nie ciągnę Go za język, a jedynie uważnie słucham i potakuję.
Myślę, że takie zachowania przyniosą w końcu swoje korzyści i dziecko zobaczy, że opowiadanie o spędzonym czasie osobno może być przyjemne i zupełnie naturalne. Pod warunkiem, że będziemy trzymać mamine ciągoty do zadawania pytań na wodzy.
Drugim świetnym sposobem, jest nawiązywanie do przedszkolnego życia podczas zabawy. Bawimy się zabawkami „ludziopodobnymi” i wtedy wplątujemy pytania o przebieg dnia. Jako traktorzysta (myślałam, że faza na farmę mu przejdzie, niestety myliłam się, ona tylko przybrała na sile) zagaduję do mojego „sąsiada” drugiego traktorzysty – mojego synka. Pytam się (jako traktorzysta) kogo lubi, kogo nie bardzo, czy panie były dla niego miłe, czego nie lubi jeść, itp. rzeczy. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku, bo tu granica między zabawą, a zwyczajnym nachalnym dla dziecka wypytywaniem jest bardzo śliska.
Trzecim sposobem jest…po prostu przeczekanie. Jeśli nie mamy podejrzeń i przesłanek ku temu, że dzieje się coś złego lepiej odpuścić i przeczekać informacyjną posuchę. Wszystko przyjdzie z czasem, czego jestem absolutnie pewna i jeśli teraz dziecko nie jest wylewne, to przyjdzie czas, kiedy rozwiąże się ten worek i będziemy zasypywane opowieściami z piekła rodem. Znając Nas, rodziców, pewnie zatęsknimy za tym, co już za nami, czyli ciszą…

Sprawdź inne wpisy

3 komentarze

  • Odpowiedz kfiatushek 29 września 2017 at 10:07

    Junior przez pewien czas, zwłaszcza na początku, nie chciał nam nic opowiedzieć jak było w przedszkolu, co robił itp. A my oczywiście usychaliśmy z ciekawości. Jako że nic na Młodego nie działało, to w końcu odpuściliśmy, a niedługo potem język rozwiązał mu się sam i teraz już sam z siebie opowiada i buzia mu się nie zamyka. Czasem sam zaczyna, a czasem wystarczy rzucić hasło „Jak było?” 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 29 września 2017 at 19:46

      Mój Rumcajsik na hasło „jak było” zamyka się całkowicie, ale dziś sam z siebie opowiedział mi kilka ważnych z jego punktu widzenia przedszkolnych zdarzeń. Najczęściej opowiada kto i jakie przekleństwa wypowiedział… Mi jeży się włos na głowie i mam nadzieję, że takie rzeczy naprawdę się wydarzyły, a nie są jedynie wytworem wyobraźni mojego dziecka 😉

      • Odpowiedz kfiatushek 2 października 2017 at 06:19

        Obstawiam, ze to było naprawdę, bo podobno maluchy klną gorzej niz starzy 😛 Tak nasza Pani mówiła na zebraniu :)))

    Zostaw odpowiedź