Film i Literatura

Czytelnia Malucha, czyli książki, które nas ostatnio oczarowały

17 marca 2017

Czekałam, czekałam, a w międzyczasie zaczęłam się martwić, że to w ogóle nie nastąpi. Zazdrościłam innym mamom, które co wieczór na dobranoc, albo przy leniwym popołudniu czytały dziecku bajkę, a Ono grzecznie z zainteresowaniem słuchało. U nas przy każdej podjętej próbie czytania pierwszego zdania następowała ucieczka na drugi koniec mieszkania. Ale nie poddawałam się i oswajałam moje dziecko z książką niczym z obcym zwierzątkiem. Dziś mogę dumnie powiedzieć, że przełamaliśmy lody i z książką jesteśmy za pan brat. Ba! Teraz to my leniwe popołudnia spędzamy czytając, a w krainę snu odprowadza mojego Malucha kilka ulubionych powieści. I o tych powieściach dzisiaj, które absolutnie nas ostatnio zauroczyły humorem, nauką empatii, oswajaniem wstydliwych rzeczy, czy pomocą w przezwyciężeniu niechęci do mycia rąk. Z resztą zobaczcie sami.

 

 

Książki nie ocenia się po okładce, ale przyznajcie sami, że w przypadku literatury dziecięcej ma ona duże znaczenie. I tak właśnie było z Szymkiem Brudasem, który okazał się niezwykle pomocny nie tylko w przypadku niechęci do mycia rąk, ale także w przezwyciężeniu niechęci do czytania. Twarda okładka 3D okazała się na tyle ciekawa dla mojego dziecka, że w czasie kiedy on oglądał, dotykał, a w końcu drapał prążkowaną okładkę, ja przemycałam mu tekst z wnętrza książki. Nie protestował, nie uciekał, był wręcz bardzo zaciekawiony moim przerysowanym interpretowaniem treści. To był kamień milowy w naszym nowym rytuarze. A o czym jest książka? O małym chłopcu, który nienawidził kąpieli i przez ten wstręt był siedliskiem bakterii, które stale mnożyły się uwalniając nieprzyjemny zapach i powodując ciągłe drapanie się. Niezbyt przyjemne, ale jakże prawdziwe! Co prawda kąpiele moje dziecko uwielbia, ale z higieną rąk bywają problemy. To banalna historia, ale okraszona pięknymi ilustracjami i dużym marginesem dla rodziców na dowolną interpretację. W naszym przypadku było to wspomniana niechęć do mycia rąk i dosyć humorystycznie potraktowane obrazki bakterii, które skutecznie zachęciły moje dziecko do ich mycia. Mamy jeszcze 4 książki z serii, m. in. o Potargańcu, który pokłócił się z grzebieniem i Miodunce, która roztopiła się na słońcu, bo nie miała kapelusza i bawiła się przy pełnej lampie. Piękna grafika i edukacyjna, dopasowana do wieku treść sprawiają, że ta pozycja jest strzałem w 10. w biblioteczce Malucha. No i cena – 9,90 w Tesco i Biedronce.

 

 

Eugeniusz śmierdziuszek. Książeczka przy której płakaliśmy ze śmiechu i po którą sięgamy conajmniej 2 razy dziennie. Mały ją uwielbia, a ona po prostu się nie nudzi. Opowieść o chłopcu, który ma wyjątkowo niespokojny brzuszek i… ciągle puszcza bąki. Ilustracje wykonała ta sama autorka, co przy Szymku Brudasie, czyli jest kolorowo, dosyć chaotycznie i przede wszystkim ciekawie. Świetne ukazanie czegoś normalnego w humorystyczny sposób. Niewiele tekstu, za to wielkie pole do manewru dla rodziców. Jedna z ulubionych na naszym regale.

 

 

Proszę mnie przytulić. Cuudowna. Rysunki, tekst, przesłanie – to absolutny Must Have w dziecięcej biblioteczce. To historia o Tacie niedźwiedziu i o jego synu, któremu w tajemnicy powierza sekret, że wystarczy się do kogoś mocno przytulić, aby świat stał się piękniejszy. I tak zaczyna się wielka przygoda, podczas której wyruszają w podróż po lesie, w którym każde napotkane zwierzątko przytulają i pokazują, że tak mały gest potrafi zmienić dzień w piękniejszy. Wspaniała, prosta, ale przy tym niezwykle mądra książeczka poruszająca ważną tematykę jaką są relacje międzyludzkie – w tym przypadku międzyzwierzęce. Piękne ilustracje, niedłużąca treść na stronie, świetne wykonanie – szyte kartki. Przyłapałam się na tym, że pijąc poranną kawę przy oknie sama za nią chwytam, aby nastawić się na lepszy humor. Jesteśmy absolutnie zauroczeni tą książką, którą i Wam ogromnie polecam.

 

Być jak Tygrys. Zobaczyłam ją na Instagramie na profilu jakiejś mamy i od razu wiedziałam, że to coś dla nas. Bohaterem książki jest tytułowy Tygrys, który wprowadza młodego czytelnika do swojego świata – dżungli, w której wiedzie bardzo ciekawe życie. A robi to w świetny sposób, bo zwraca się bezpośrednio do dziecka, dzięki temu czytelnik daje się porwać powieści. Opowiada o swoim rytmie dnia i nocy Jest zabawnie, dziko, kolorowo, są elementy zaskoczenia i napięcie. Wielkie brawa za ilustracje, które są chyba odzwierciedleniem dziecięcej fantazji. Fantastyczna książka, która zaciekawi każde dziecko. Jedynie szkoda, że taka krótka, bo to jedna z tych, przy których człowiek w myślach mówi „oby to nie była ostatnia strona”.

 

 

Ostatnim naszym nabytkiem jest Atlas Przygód Zwierząt. Długo zastanawiałam się w Empiku nad jego kupnem, bo Atlas przywoływał mi na myśl przepięknie wydane Pszczoły, które u innych okazały się hitem, a nas narazie kurzą się na regale i czekają na dorośnięcie czytelnika. Tutaj miałam podobne obawy, że moje dziecko jest po prostu za małe na tą pozycję. Ostatecznie przekonało mnie…wszystko! Ale od początku!

 

Format – ogromny – jak w przypadku Pszczół, wydanie – cudowne, świetny papier, twarda okładka, duża objętość no i cudowne ilustracje, od których nie można oderwać wzroku, a każda z nich opatrzona krótkim tekstem zawierającym ciekawostki, które zainteresują nawet takiego malucha!
Atlas Przygód Zwierząt to podróż po 7 kontynentach i możliwość zapoznania się ze zwierzętami na nich żyjących. Mamy tu ciekawostki ze świata przyrody i niezwykłych zachowań zwierząt. To swoiste kompendium wiedzy, z której niewątpliwie najbardziej skorzystają starsze dzieci, ale i młodsze będą oczarowane tym, co ujrzą w środku.

 

 

Każda strona, a jest ich aż 85! na wielkim formacie, zawiera krótki tekst wprowadzający, który niestety po drugim zdaniu nudzi już takiego malucha jak mój, ale za to opis przy ilustracji zwierząt jest króciutki i bardzo ciekawy. Dowiadujemy się tu np że hipopotamy potrafią spać pod wodą, małpy to jedyne zwierzęta które mają łaskotki, albo w jaki sposób poluje niedźwiedź polarny, czy też w jaki sposób porozumiewa się z potomstwem. Wszystko wytłumaczone krótko, zwięźle i bardzo ciekawie na barwnych stronach. Książka zostawia ogromne pole manewru do własnej interpretacji rodziców i tworzenie własnych historii. To takie świetne tło dla własnych opowiadań, a ja bardzo cenię sobie taki margines na freestyle 😉 U nas największe wzięcie mają małpy i niedźwiedzie, a wiele informacji Mały już zapamiętał, tak więc działa tu nauka poprzez zabawę.

 

 

Przeglądanie Atlasu to czysta przyjemność, książka trafia zarówno do młodego jak i dorosłego czytelnika. Czytelnik zostaje zabrany w podróż dookoła świata i nie ma ochoty z niej wyskoczyć. To książka niewątpliwie przyszłościowa, bo sięgać, z racji ilości stron i ciekawostek na niej ukrytych, będziemy bardzo długo i często.To taki ukłon w stronę młodszych czytelników, którzy nie bardzo zostali wzięci pod uwagę w przypadku Pszczół. Myślę, że dla miłośników zwierząt będzie ona niezwykle cenną pozycją w biblioteczce. My w każdym razie nie możemy oderwać od niej wzroku. Polecamy i również i Wam życzymy przy niej świetnej zabawy!

 

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź