Parenting Sport i Zdrowie

Czy warto kupić wózek biegowy? Czyli co powinnaś wiedzieć przed podjęciem decyzji.

28 marca 2017

 

W końcu zawitała do nas wyczekiwana od października wiosna, a wraz z nią przypływ sił witalnych i postanowienia często związane z poprawą jakości życia.Wiele z nas uległo fantastycznej modzie na bieganie, jednak ciężko pogodzić tą aktywność z małym dzieckiem przy boku. Rozsądnym rozwiązaniem wydaje się tu wózek biegowy, jednak cena często odstrasza. Przedstawię Ci kilka argumentów przemawiających za tym, że zakup takiego ustrojstwa jest kiepskim pomysłem, gotowa?

Nie jesteśmy jakoś specjalnie sportową rodziną, niemniej jednak ta aktywność zawsze u nas mniej lub bardziej się przewijała. Po pojawieniu się Młodego na świecie musieliśmy dostosować rodzaj aktywności do nowych warunków, z dużą szkodą dla siebie. Jako że jestem fanką łączenia przyjemnego z pożytecznym, kupiliśmy wózek biegowy, tak żeby mama była „wybiegana” i dziecko „ wyprowadzone”, ale czy było warto wydawać fortunę na ten specjalistyczny sprzęt i czy naprawdę jest Ci on potrzebny?

Właściwie to ja naciskałam na ten zakup, bo mąż wychodząc do pracy wkraczał do innego świata, a ja wciąż zostawałam w tym starym, czasami nudnym i monotonnym do granic możliwości. Żeby w chwilach słabości nie zżerać tynku ze ścian pomyślałam, że taki wózek byłby w mojej sytuacji wręcz idealnym rozwiązaniem. Lubię biegać, jednak nieraz pora roku i zmęczenie pod koniec dnia skutecznie uniemożliwiały mi tą aktywność, co innego wplątać ją w nasz repertuar dnia! Dotychczas tylko wieczorami, kiedy odhaczyłam z listy obowiązków wszystkie punkty, a Mały już śpiochał pozwalałam sobie na taki sportowy luksus. Jednak bieganie po ciemku odpadało, a w ciągu dnia jak miałam to zrobić, skoro wokoło żadnej żywej duszy gotowej poświęcić godzinę swojego życia na popilnowanie dziecka. Długo szukałam w sieci, czytałam opinie, porównywałam ceny. W końcu wybór padł, duża suma też.

Zdecydowaliśmy się na wózek biegowy, który przy odpowiednich końcówkach – każda dodatkowo płatna, można przerobić na przyczepkę do roweru( to najlepsza opcja), normalny miejski wózek, a nawet sanki – takie czary! Marka akurat nie jest tu istotna, bo nie dokonuję testu konkretnego sprzętu, a jedynie obiektywnie rozkładam na czynniki pierwsze POTRZEBĘ posiadania jego, zaznaczę tylko, że oscylujemy w granicach powyżej 3 tys zł, czyli bardzo pokaźna suma i bardzo bolesna przy wyjmowaniu z portfela.

 

3, 2, 1… START!

 

Wózek wyglądał świetnie, był porządnie wykonany, dobrze „leżał w ręku”, nieźle się prowadził i po sklepowej rundce trafił do naszego bagażnika, btw. zajął całe miejsce. Nie mogliśmy się doczekać przetestowania go na naszej biegowej trasie i tu już nastąpiło pierwsze zderzenie wyobrażenia z rzeczywistością. Bo o ile na prostej drodze było ok, tak na wzniesieniu było fatalnie. Ciężki wózek + stosunkowo ciężkie dziecko, choć wtedy niespełna dwuletnie, dawały mocno w kość, a przecież biegowo byłam zaprawiona w bojach. Tu jednak musiałam kombinować z trasą, przynajmniej na początku i wybierać raczej płaskie tereny do czasu, aż moja forma wzrośnie. Nie wzięłam też pod uwagę tego, że wraz z formą rośnie waga mojego dziecka i tym samym wkroczyłam w wyścig zbrojeń – wzrost formy vs waga dziecka i wzniesienia na trasie. Zadania nie ułatwiało mi także przednie koło prowadzące, które niestety w większości przypadków wózków tego typu nie jest skrętne i przy tej długości joggera bywa zniechęcające i męczące w użytkowaniu. Na tyle męczące, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie lepiej jednak pobiegać wieczorem bez tego balastu.

 

Plusy joggera

 

Zacznę od plusów, bo tu pójdzie mi szybciej niż z minusami. Niewątpliwą zaletą i pierwotnym założeniem tego wózka była możliwość połączenia przyjemnego z pożytecznym i o ile „przyjemne” po długim czasie używania joggera można różnie rozpatrywać, tak pożyteczne jak najbardziej, bo w końcu możesz sobie pozwolić na ruch wtedy, kiedy masz na to ochotę, a nie wtedy, kiedy MOŻESZ. Dziecko może w tym czasie zaliczyć popołudniową drzemkę, a Ty wraz z eksplozją endorfin po wysiłku powitasz je już wyspane z uśmiechem na twarzy. No i przyczepka rowerowa! To możliwość wspólnych weekendowych wypraw. Fajna sprawa! To by było na tyle odnośnie plusów. Przejdźmy zatem do ciemniejszej strony wózka.

 

 

Ciemniejsza strona Wózka

 

Właściwie to nie wózka, a naszej decyzji o jego zakupie, bo wózek działa przecież prawie bez zarzutów. No więc Decyzja…Należy spojrzeć na swoją faktyczną aktywność bardzo krytycznym okiem. Jeśli nie biegasz codziennie, lub co drugi dzień, lub nie zamierzasz startować w zawodach biegowych – odpuść sobie, nie będziesz na tyle zacięta, żeby pchać ten balast więcej niż 3/ 4 razy od jego zakupu. Szybko zniechęcisz się ilością energii potrzebną do wprawienia go w płynny ruch. Ja na tym etapie jeszcze się nie poddałam i faktycznie sumiennie trenowałam, nawet jeśli nie miałam siły na sam bieg, szłam z Małym na spacer szybkim marszem.

Druga sprawa, jeśli trafił Ci się tak aktywny egzemplarz dziecka jak mi, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że Maluch szybko znudzi się siedzeniem i obserwowaniem świata zza plastikowego okienka i będzie próbował uwolnić się z więzienia na kółkach. A teraz pomyśl, przerywany bieg żeby uspokoić dziecko i obiecywać mu co chwilę, że niedługo skończysz i wyjdzie z joggera nie jest najlepszym scenariuszem. A u mnie z tygodnia na tydzień było coraz gorzej.

Następna kwestia, mocno związana z poprzednim punktem, jeśli Twoje dziecko śmiga na biegówce, tudzież na rowerze z pedałami na dwóch kołach (jeden z moich ostatnich wpisów) nie ma szans, żebyś zwabiła go do wózka. Prędzej pojedzie obok Ciebie swoim jednośladem niż da się posadzić. Ta sama kwestia dotyczy przyczepki rowerowej, która najzwyczajniej w świecie przestaje być Ci potrzebna. Tym oto sposobem wózek zaczyna iść w odstawkę, a jest do 36 kg! pokażcie mi teraz tak spokojne i wyrozumiałe dziecko, które mając taką wagę będzie siedziało w joggerze, a więc zapewnienie producenta na nic się zdaje.

I teraz ostatnia sprawa, gdy przejdziesz już przez te wszystkie punkty w końcu zdasz sobie sprawę, że też od życia coś Ci się należy i chociaż te 45 minut chciałabyś pobiegać sama, bez zbędnego balastu, sam na sam z własnymi myślami, bez konieczności uspokajania co chwilę marudzącego dziecka. Ale teraz co zrobić z tym kolosem, który musisz garażować i co jakiś czas odkurzać żeby materiał i folia pokrywająca okienka nie zmurszała?

Widziałam joggery przypominające wyglądem wózki spacerowe – Tańsze, mniejsze, zgrabne i zwrotne. Być może byłyby lepsze od tego w typie naszego. Ale czy naprawdę jest Ci on na tyle potrzebny, żeby wydawać ok 2 tys? Przeczytaj raz jeszcze tekst i odpowiedz sobie na to pytanie:-)

Sprawdź inne wpisy

5 komentarzy

  • Odpowiedz Klaudia 12 kwietnia 2017 at 17:47

    Jak dla mnie jako osoby lubiącej sport i ogólnie bieganie wózek do joggingu jest przydatny. Jak ktoś wie, że nie będzie go używał to lepiej go nie kupować, bo faktycznie tanie rzeczy to nie są. Ja akurat mam wózek nordic caba i jestem zadowolona, faktycznie dziecko trochę waży, ale ja mam duże pneumatyczne koła i nawet na polnej drużce dobrze mi się prowadzi wózek. Dla mnie to wielka wygoda, bo niestety nie zawsze mogę sama iść pobiegać, bo zwyczajnie nie mam z kim zostawić dziecka. Wózka też zamiennie używam jako przyczepki rowerowej.

    • Odpowiedz Anna Popis 12 kwietnia 2017 at 17:53

      Ja miałam Thule Chariot i mimo, że uwielbiam biegać, to po jakimś czasie z wyżej wymienionych w tekście przyczyn odstawiłam go na bok. Choć tak, jak mówiłam, największą zaletą i powodem jego zakupu była możliwość pobiegania wtedy, kiedy chcę i nie martwienia się, że nie mam co zrobić z dzieckiem. Matka wybiegana i dziecko „wyprowadzone” 🙂

  • Odpowiedz Kaja 16 maja 2017 at 14:37

    Bardzo ciekawy wpis pod którym podpisuję się obiema rękami, na początku rozważałam właśnie wózek biegowy to ostatecznie poszłam po rozum do głowy i pomyślałam, że to pół godziny dla mnie, bez dziecka w wózku nie jest niczym złym, a wózek kupiłam zwykły, wielofunkcyjną barlettę z adamexu i bardzo ją sobie chwalę, więc z córą urządzam sobie piękne długie spacery w wózku a bieganie zostawiam tylko dla siebie

    • Odpowiedz Anna Popis 18 maja 2017 at 08:29

      Kaja masz rację. Na początku kusi wizja łączenia przyjemnego z pożytecznym, ale czasami przyjemność solo jest nieoceniona:-)Poza tym nie znam dwulatka, który byłby na tyle cierpliwy i usiedział całą trasę bez prób ucieczki z wózka, a takie przystanki wiadomo jak działają na biegającego;-) Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Pamela 22 maja 2017 at 08:24

    Moja Julka jest jeszcze za malutka na taki wozek, a ja nawet nie moge jeszcze wrocic do biegania, ale bardzo powaznie zastanawiam sie nad kupnem wozka biegowego… Na razie mam barlette z adamexu i jestem bardzo zadowolona z pompowanych kółek, bo dzieki nim moge swodobnie spacerowac po lesie i wozek daje rade

  • Zostaw odpowiedź