Kobiecym Okiem

Czy Ty wiesz, jak piękna jesteś?

9 grudnia 2016

 

Istnieją pewne stereotypy, które są na tyle trafne, że ciężko z nimi walczyć. I tak oto lądując dobrych kilka lat temu za naszą zachodnią granicą szybko zorientowałam się, że kobiety są zdecydowanie brzydsze i mniej zadbane od „naszych”, za to mężczyźni o wiele atrakcyjniejsi, piwo dużo słabsze, a po czapeczce i ładnym ubiorze poznasz dziecko obcokrajowca. Tak było wtedy i niewiele zmieniło się teraz.
Niestety tak to też jest, że długie przebywanie w pewnym środowisku znieczula nas na niektóre defekty, które były na początku nie do zaakceptowania, często szokujące, a przynajmniej rzucały się w oczy jako te „niecodzienne”. To się nazywa chyba Przyzwyczajenie. Niestety, często za przyzwyczajeniem idzie w parze obniżenie lotów, ale o tym za chwilę.
Nie ukrywam, że (jak to pisałam wcześniej) tych dobrych kilka lat temu wychodząc na niemiecką plażę podmiejskiego basenu tudzież jeziora, czułam się wyjątkowo atrakcyjna na tle ich narodowych „piękności”, po naszemu zwanymi kaszalotami. I nie, nie obawiaj się, nie uważam się za miss Universum i mam sobie naprawdę wiele do zarzucenia, ale tło jest tam tak kiepskie, że ciężko wyglądać na nim niekorzystnie. Zwróciłam też uwagę na to, że im mniejsza miejscowość tym brzydsze kobiety. A my osiedliliśmy się na jednej z nich. Czas leciał, mijały kolejne pory roku, a mnie przestał dziwić widok 150 – cio kilowej przedstawicielki płci pięknej. Ja, mimo że podupadłam na kondycji i urodzie po pojawieniu się Małego ze względu na totalny brak czasu dla siebie, dalej byłam po makijażowym tuningu tą atrakcyjniejszą dziewczyną. Jednak na codzień brak makijażu, często przetłuszczone włosy, lekko obwisły tyłek (kiedyś trenowałam go prawie codziennie) i ciągle ten sam obiór przestał mi przeszkadzać. Usprawiedliwiałam się tym, że brak czasu, że i tak nigdzie nie wychodzę, że kobiety tutaj wyglądają jeszcze gorzej, że jeszcze przyjdą dla mnie lepsze dni, że, że, że. Że mi się po prostu odechciało! Najzwyczajniej w świecie obniżyłam loty i zaczęłam dopasowywać się do tutejszych standardów. Kiepska sprawa. Ale od czego są powroty do kraju? Od łyku normalności i otrzeźwienia rzecz jasna! i tutaj uwaga, bo posypią się zwalające z nóg komplementy, więc kobiety o słabych nerwach, nazbyt skromne i przesadnie zakompleksione powinny dozować tekst małymi wierszami z godzinnymi przerwami na ochłonięcie! Zaczynamy.
Już sama, pierwsza od kilku miesięcy, zapoznawcza rundka samochodem po mieście spowodowała opadnięcie szczęki, której długo nie mogłam zebrać i przymocować na miejsce. Głowa chodziła mi jak facetowi na polowaniu. No kurde no! Jeszcze to nie sobota wieczorową porą, a ja widzę same laski, zgrabniutkie, fajnie ubrane, zadbane, z ładnymi włosami! I nie, to nie żadna przesada i żaden wysyp piękności, a „normalne, polskie „dziewczyny! Bo u nas piękne kobiety to norma! Przekrój wieku różny, bo tutaj kobiety po 50- tce w zdecydowanej większości wyglądają lepiej niż nie jedna „zachodnia” 30-stka. Po tej samochodowej rundce przyszedł czas na większy szok, a że było lato i temperatura od kilku dni nie spadała poniżej 30-stu stopni, wybraliśmy się na basen. Dzięki Bogu tylko ja, mój Rumcajsik i moja mama, bo męża na takie widoki raczej bym nie zabrała. Tam też przypomniałam sobie, że zwały tłuszczu, wydziarana w większości skóra i ciało ociekające cellulitem nie jest, wbrew temu co serwują niemieckie kobiety, normalne. Doszło też do mnie, że zbyt rzadko pojawiam się w kraju, bo w tamtejszej społeczności i pod wpływem tamtego środowiska zbyt mocno obniżyłam loty, co odbiło się w moim nieatrakcyjnym na tle innych dziewczyn wyglądzie. Po prostu zapomniałam jak piękne są Polki!
Z perspektywy tych sytuacji jestem naprawdę dumna z naszych dziewczyn. Gdzieś tam, głęboko w naszej świadomości mamy zakorzenioną konieczność i przywilej dbania o siebie. I robimy to naprawdę świetnie, a wizyta w kraju postawiła mnie do pionu. Obiecuję sobie, że w przypływie lenistwa urodowego przypomnę sobie skąd pochodzę i jakie brzemię to za sobą niesie. I tak sobie myślę, że poruszona przeze mnie sytuacja tylko z pozoru jest błaha. W rzeczywistości ma odniesienie do różnych aspektów naszego życia, bo powiedzmy sobie szczerze, zdecydowanie łatwiej jest obniżyć loty i dopasować się środowiska, sytuacji, niż wyjść z pewnej strefy komfortu, znanego terenu i spróbować swoich sił napędzając się najlepszym, samowytwarzalnym, ale szybko wyczerpującym się paliwem – ambicją.
Wracając do urodowych kwestii, obojętnie co o sobie myślicie, jakie niedoskonałości w sobie widzicie i ile chciałybyście zmienić, powiem jedno: Jesteście piękne! Naprawdę piękne. A jeśli dalej nie wierzycie, jedzcie do kraju po drugiej stronie Odry, aby przekonać się o czym mówię i z dumą unieść wysoko głowę.

 

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź