Kobiecym Okiem

Chodź, opowiem Ci „cyckową” historię

28 kwietnia 2017

Miałam sprytnie pominąć ten temat na blogu sądząc, że już dawno wyszliśmy z tego problemu, że jego poruszanie byłoby mało autentyczne i całkowicie naciągane. Wolałam skupić się na tym co tu i teraz i nie dźgać Was tak kontrowersyjnymi tematami. Ale Kasia, moja fantastyczna czytelniczka, napisała do mnie bardzo ważne słowa, a ja nie mogę przejść obok nich obojętnie, bo Ten problem nie jest mi obojętny.

Wiecie, to trochę jak z tematami dotyczącymi in vitro, szczepienia dzieci bądź nie, aborcji i antykoncepcji. Jakkolwiek nie podejmiesz temat, masz wrażenie, że jest już wyświechtany do granic możliwości, a ty robisz z siebie tylko błazna podejmując go po raz 799989, no ale słowo się rzekło, kobyłka(…)!

Zdradźcie mi Dziewczyny, „karmicie, bądź karmiłyście” swoje dziecko, czy byłyście/ jesteście TE butelkowe?

Bo jak te drugie, to na stos z Wami lenie francowate i wygodne! Bo „cycki zwiędną”?, bo „nie chcesz być uwiązana do dziecka”, bo co, „wygodna i egoistyczna mamusia?!”,a Ty w ogóle śmiesz się uważać za matkę? Przecież przez swoją wygodę odbierasz dziecku zdrowie i inteligencje! Wstydziłabyś się wyciągać tą butelkę w miejscu publicznym!

Karmiłam „cyckiem” i miałam gdzieś to, w jaki sposób inne matki karmią swoje dzieci w nadziei, że każda mama chce dla swojego Malucha jak najlepiej, ale nieświadomie i całkowicie bez mojej zgody zostałam wciągnięta w wojnę, w której to większość społeczeństwa stało się specjalistami od laktacji i bardzo chętnie przejęło stery nad kobietami mówiąc im co i jak mają robić.
O tym, że matki decydujące się na mleko modyfikowane są powszechnie uznawane za te gorsze nie trzeba nikogo przekonywać.Taki pogląd funkcjonuje w świadomości ludzi i już, nic z tym nie zrobisz. Dla pocieszenia dodam tylko, że tuż za naszą zachodnią granicą jest podobnie, ale na tym pocieszenia się kończą.

Jako mama z dużym doświadczeniem karmienia piersią – bo aż 25 miesięcy daję sobie prawo do oceny sytuacji i postaram się pokazać Ci jak wygląda ona ze strony właśnie „cyckującej” Mamy.

 

Chodź, opowiem Ci moją historię

 

Byłam absolutnym żółtodziobem. Żadna z moich bliskich koleżanek nie była jeszcze mamą, a te dalsze po urodzeniu dziecka były jeszcze dalsze, no bo One były już całkowicie Out, inne tematy, problemy, a z dziećmi nigdy jakoś specjalnie nie było mi po drodze, ba!, Ja ich nawet nie lubiłam i całkowicie się z tym nie kryłam. Skąd miałam zatem wiedzieć jakie decyzje podjąć, kiedy moje dziecko pojawi się na świecie? Zaopatrzyłam się w kilka znanych parentingowych czasopism i książek poświęconych tematyce dziecięcej w nadziei, że dadzą mi odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. No i właśnie padło to pytanie „Będziesz karmiła naturalnie, czy butelką?” Nie wiem, a ma to jakieś znaczenie? Chyba butelką – odpowiedziałam nieświadoma emocji jakie budzą takie pytania. Gdzieś w tyle tylko usłyszałam „ Jasne, że będzie karmiła piersią” i już wiedziałam, że decyzja zapadła, a butelka to rzecz niewskazana. Później było tylko ciekawiej, bo nagle sposób karmienia mojego jeszcze nienarodzonego dziecka był tematem przewodnim spotkań towarzyskich. „Ale będziesz karmiła naturalnie, prawda?” Takie pytanie z ukrytą odpowiedzią. Nawet nie ośmieliłabym się temu zaprzeczyć…

Zdążyłam zaczerpnąć trochę wiedzy i rzekomo to mleko matki jest najlepsze, polecane, jedynie tolerowane i takie tam sraty pierdaty. Problem urósł do rangi sprawy honoru. Patrzyłam na te moje niewielkie przecież piersi i prosiłam Tego na górze aby dały radę, bo zdrowo, dobrze, no i co Inni powiedzą, jeśli jednak będę zmuszona przejść na butelkę, że „Wyrodna matka”. Tak, presja otoczenia jest chora, ale decyzja o naturalnym karmieniu była w pełni świadoma i ostatecznie tylko moja.

Jak już witałam moje maleństwo na świecie nagle wszyscy chcieli zobaczyć jak przystawiam Go do piersi!! Nieważne, czy teść, wujek, kuzyn, babcia czy dawno niewidziana ciotka – każdy chciał zobaczyć mnie w przecież bardzo intymnej dla mnie sytuacji! Spostrzegłam, że nie jestem już kobietą, dziewczyną, Anią, czy jak kto tam woli, ale właścicielką Cycka, który w tym momencie startuje w wyścigu na to, czy da radę z produkcją mleka. I to właśnie była dla mnie pierwsza, niefajna strona karmienia piersią – uprzedmiotowienie kobiety, bo od teraz masz OBOWIĄZEK być ruchomą jadalnią, na którą każdy może patrzeć bez cienia skrępowania.

 

Ból

 

Ja faktycznie byłam bardzo zdeterminowana, żeby karmić. Też przeżyłam walkę o tą laktację, a w międzyczasie popękane i krwawiące brodawki. Udało się i mogłam odetchnąć z ulgą, bo presja była wielka. Ale szybko dotarło do mnie, że w ostatecznym rozrachunku zostaję z dzieckiem sama, bo jak płacze „Daj mu cycka”, jak się kręci „ Daj mu cycka” też pomoże. W efekcie „cycek” miał być odpowiedzią na wszelkie dolegliwości, a ja w tym całym rodzicielstwie zupełnie osamotniona. Nikt za Ciebie dziecka nie uśpi, nikt nie zostanie z nim na dłużej, bo jadłodajnia zawsze musi być w pobliżu. A jak potrzeba karmienia przyciśnie w miejscu publicznym, to nieważne jak bardzo będziesz się okrywała i tak okryją Cię zgorszone spojrzenia Innych. I jak już wydaje Ci się, że swoje obowiązki wobec dziecka i społeczeństwa wypełniasz znakomicie i dobrze dogadujesz się z tym kilkudziesięciocentymetrowym cudem, dowiadujesz się, także od Innych, że już pora skończyć z tym „cyckowaniem”, bo ileż można?Nie ważne w jakim okresie padnie to pytanie, zrozum, że karmienie piersią nie jest tylko i wyłącznie sprawą Twoją i dziecka, to sprawa publiczna, w której nigdy nie ma dobrego wyjścia dla Matki.

 

Butelkowicze

 

Przyznam szczerze, że nie rozumiem oburzenia ludzi. Kasia na pytanie „Karmisz?” (w domyśle piersią), odpowiada „Oczywiście, że karmię swoje dziecko, tyle, że butelką”. Jak bardzo trzeba się uzewnętrznić i tłumaczyć przed innymi, że próbowałam, ale nie miałam pokarmu, że zmuszałam swoje dziecko, ale to była dla niego katorga i nie chciał, żeby choć trochę łaskawego oka skapnęło na młodą mamę. A nawet jeśli nie próbowała, bo czuła, że to nie dla niej, że będzie się z tym źle czuła, że po prostu nie chce, to tak źle? To w końcu świadoma decyzja. Czy Wy też odnosicie takie wrażenie, że Mamy karmiące mlekiem modyfikowanym stawia się w jednym szeregu z tymi palącymi papierosy, sięgającymi po napoje wyskokowe i mającymi tipsy długości 10 cm?
Presja na karmienie piersią jest naprawdę ogromna, a argumenty jakimi wybija się z głowy sztuczne karmienie często poniżej pasa. Że MM to szambo, zwiększa ryzyko zachorowań immunologicznych, że jak można karmić swoje dziecko takim śmieciem i w ogóle…”patologia” i wymówka dla egoistycznej, wygodnej mamy.

Wygoda? Z perspektywy czasu uważam, że rodziców, którzy karmią swoje maleństwo mlekiem modyfikowanym należy nagradzać zlotym medalem. Przecież ten cały rytuał przygotowywania pokarmu i wyparzania butelek jest niesamowicie czasochłonny i kłopotliwy. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym w nocy wstawać kilka razy, całkowicie wybijając się ze snu i uspokajać płaczące dzieciątko, które już domaga się jedzenia. Jakże łatwiej i szybciej jest podać pierś zanim dziecko jeszcze o nią poprosi.

Jak zakończyć tę batalię, która właściwie końca nie ma? Mam wrażenie, że odgórnie zostały ustalone pewne normy, etapy i progi bólu, które kobieta musi przejść, inaczej kobietą i matką nie może być nazwana. O tym, że mam karmić piersią i naturalnie urodzić swoje dziecko też dowiedziałam się od innych, zanim w ogóle zaczęłam się nad tym zastanawiać. Najlepiej, żeby przejść macierzyńską drogę krzyżową, rodzić przez 3 doby siłami natury 5-cio kilogramowe dziecko i karmić je mimo tryskającej krwi z brodawek, z których nie widać nawet kropelki mleka. Ma boleć, ma być drastycznie, wtedy zasłużysz na miano Mamy i spełnisz oczekiwania Innych.

Swoje dziecko, mimo dużych rozmiarów – 3.900 kg i 61 cm urodziłam naturalnie i karmiłam naturalnie, bo w obydwu przypadkach chciałam i MOGŁAM. Są kobiety, które chcą, a NIE MOGĄ i takie, które mogą, a NIE CHCĄ. Czy te decyzje determinują to, jakimi matkami jesteśmy? Czasy średniowiecza już dawno za nami, a my nie jesteśmy zniewolonymi niewiastami. Mamy wybór i niech nikt nikt nie ocenia nas przez ich pryzmat. Moje piersi, moja sprawa, Innym nic do tego.

Sprawdź inne wpisy

8 komentarzy

  • Odpowiedz Ula 28 kwietnia 2017 at 16:42

    A mnie akurat opinie innych nie interesowały wcale, urodziłam córcie przez cc, choć od razu słyszałam, że nie będę mieć pokarmu, bo laktacja nie ruszy. Ruszyła. Pokarmu miałam nadmiar, i tak ,jak Ty, tryskajace krwią brodawki, po dwóch dniach od porodu wyłam z bólu, a karmić musiałam, odciągnąć laktatorem, a i tak dwa razy nabawiłam się zastoju, temperatury39,5 i ból wszystkich mięśni w pakiecie. Po trzech i pół miesiąca walki, bo inaczej tego nazwać się nie da, wykrzyczalam mężowi, że ma jechać zaraz do sklepu po mleko i butle albo zwariuje. Wreszcie z powrotem poczułam się jak kobieta, wreszcie mogłam odłożyć najedzona córkę do lozeczka, wreszcie zaczęła przesypiac więcej, niż 15min bez moich rąk. Więc jak słyszę, że ktoś ocenia kogoś, czy robi dobrze czy źle, używając butli, to mam ochotę mu przyłożyć;)

    • Odpowiedz Anna Popis 1 maja 2017 at 20:01

      Ula, brawo za walkę i dopuszczenie do głosu własnej Intuicji! 🙂

  • Odpowiedz sara 30 kwietnia 2017 at 17:29

    Temat dla mnie niebywale trudny. Moj maluszek nie chcial pic,ja nie mialam duzo mleka,praktycznie wcale, bo urodzil sie troche za wczesnie. Panie szpitalne zamiast pomoc, grozily mi! Ze jak nie dam mu butli to do domu nie wyjdziemy,bo maly nie przybieral. Okazalo sie,ze jest chory i musialam zostawic go SAMEGO na patologii noworodka:( ledwo laktator wyciagal dla niego cokolwiek. Walczylam,zalewajac sie lzami. Po 2 tyg.wyszedl. dokarmiany butelka ,mojej piersi w ogole nie chcial. Moj stres tez zrobil swoje. Nastal dzien,ze nie wycislam nawet kropelki. Plakalam dalej,az pewnego dnia moj maz nie wytrzymal i poplakal sie ze mna ,ze mam wreszcie cieszyc sie malenstwem,ze jest zdrowy. Nie pogodzilam sie z butelka, ale przyjelam do wiadomosci. Pozniej kazdy dal prawo sobie wypytac,czemu nie Cyc. Tylko malo kto zdaje sobie sprawe,ze za Butelka kryje sie moj wielki dramat,do ktorego musze wracac za kazdym razem ,gdy ktos Serdecznie pyta. Ja nie pytam, bo wiem,ze niejedna mama przezyla to samo…

    • Odpowiedz Kasia 30 kwietnia 2017 at 20:11

      Jak ja to rozumiem. Też bardzo chciałam karmić i co? I nie wyszło. Ile łez przez to wylałam i ile herbatek laktacyjnych w siebie wlałam wiem tylko ja. Za to wszyscy wkoło dają sobie prawo krytykowania mojej „nieporadności”, bo jak ja nie mogę karmić dziecka. Przecież butelka to zło.

      • Odpowiedz Anna Popis 1 maja 2017 at 20:03

        Kasiu na pewno już wiesz, że Inni wiedzą lepiej…;-)

    • Odpowiedz Anna Popis 1 maja 2017 at 20:08

      Sara dziękuję za ten komentarz. Twój mąż zrobił wspaniałą rzecz! Czasem same zawieszamy sobie tak wysoko poprzeczkę, że to bliscy uświadamiają nas o tym, że wcale nie musimy się tak siłować, aby ją pokonać. Nie można się zabijać o rzeczy, na które nie mamy wpływu.Pozdrawiam serdecznie:-*

  • Odpowiedz Lena 23 maja 2017 at 20:29

    Jak miło poczytać Twoje wpisy. Całkowicie Cię rozumiem i się zgadzam z tym uprzedmiotowieniem kobiet, niestety przykre ale brutalnie prawdziwe. I na każdym kroku odczuwalne.

    Poemat można by o tym napisać. Cóż, grunt to słuchać swojego rozumu i nie pozwolić innym na wpieprzanie się.

    Ale piszesz że ten łańcuch poluźni się po 3 roku życia, to czekam. Moja corcia ma 16 mscy więc narazie cycamy i walczymy w zasadzie we dwie. Bo mąż wiecznie zapracowany, ehh Ci faceci, jakby oni mieli rodzić i wychowywać to by ludzkość wymarła w pierwszym pokoleniu.

    • Odpowiedz Anna Popis 24 maja 2017 at 08:28

      Lena dziękuję za miłe słowa 🙂 Jak tak teraz spojrzę na to wszystko z perspektywy czasu i doświadczenia, tak widzę, że zapada szereg decyzji – żeby była jasność, decydują inni- a my, kobiety – matki, mamy się do nich dopasować. Jak nie sprostamy wymaganiom, lub mamy inne spojrzenie na sprawę, tak klops i konflikt gotowy…
      Zdecydowanie sytuacja mamy polepsza się po 3 roku życia, w końcu można „wrócić do siebie” 🙂

    Zostaw odpowiedź