Parenting

8 sposobów, dzięki którym Twoje dziecko wzniesie się na wyżyny umiejtętności sportowych

24 września 2018
jak nauczyc dziecko jezdzic na rowerze

 

Moje dziecko w wieku 3 lat jeździło już na rowerze bez dodatkowych kółek. Od 3. rż. śmiga też na nartach, w wieku 4 lat zaczął jeździć na motorze crossowym, a pół roku później opanował sztukę pływania bez żadnych wspomagaczy. Można by rzec, Geniusz! A Ona chwalipięta!  Myślicie, że jest wyjątkowy? Niezupełnie…Jak tak wszystko zsumuję i porównam do innych dzieciaków (nie znoszę tego robić:-) to widzę jasno, jakie czynniki doprowadziły do opanowania tego wszystkiego, co więcej, wyłaniają mi się pewne sposoby, za pomocą których Ty też w ogromnej mierze przyczynisz się do wsparcia dziecka w wzbiciu się na wyższy poziom sprawności fizycznej.

Zanim przejdę do konkretnych punktów, chciałam tylko powiedzieć, że celowo pomijam ukochane przez nas, rodziców, zagadnienia typu „predyspozycje“, „ dojrzałość psychosomatyczna“,“sprawność motoryczna“, „zdolności“, „talent“itp. którymi tak uwielbiamy usprawiedliwiać czyjeś braki, wolniejsze czy też szybsze opanowanie czegoś. Dla mnie to wszystko BULLSHIT ( oczywiście z wyjątkiem kwestii zdiagnozowania jakiegoś upośledzenia), bo w tym wszystkim liczą się nieco inne kwestie, a my rodzice jesteśmy tu zapłonem do odpalenia turbomocy drzemiących w naszych dzieciakach. No właśnie, możemy być zapłonem, albo też kocem gaśniczym…Zaczynamy!

 

 

#1 Bądź przykładem

 

 Namber łan, dla mnie najważniejszy punkt w piramidzie rzeczy przyczyniających się do polepszenia sprawności dziecka. Przykład idzie z góry! Trudno oczekiwać od dziecka ponad przeciętnej sprawności, jeśli sami dajemy w tej kwestii ciała. Nie ukrywam, że sport w większym, bądź mniejszym stopniu zawsze towarzyszył mi i mojemu mężowi w życiu – ja młodzieńcze i nastoletnie lata spędziłam na treningach siatkówki w całkiem poważnym klubie, a mąż śmigał na rowerze w niemniej zaawansowanej grupie. Zatem zaszczepiliśmy w sobie miłość do sportu i traktowanie go jako coś, co robi nam dobrze…Oczywiście później ze sprawnością fizyczną było u nas już tylko gorzej, ale zawsze staraliśmy się znaleźć dla siebie sposób aby się poruszać, czy to na siłowni, czy na zajęciach fitness czy po prostu w domowym zaciszu męcząc Chodakowską. I tak właśnie jest do dziś, z mizerną regularnością, ale zawsze 🙂 Kiedy pojawił się Młody kupiliśmy wózek biegowy i biegaliśmy, a Mały zaczął traktować przejazd trójkołowcem i widok spoconych rodziców goniących własne nogi za coś zupełnie naturalnego. Teraz, gdy chcę iść pobiegać, raczej nie czekam na dogodną sytuację, aż ktoś „zostanie mi z dzieckiem“, a biorę Małego ze sobą na tzw przez nas „trening“ – ja biegam, a on jedzie obok mnie rowerkiem. Mamy swoje zasady, że jedziemy jednym tempem i traktujemy ten moment poważnie – Młody lubi czuć, że to coś wyjątkowego 🙂 I tym samym uczy się od małego, że aktywność fizyczna to coś naturalnego, coś co nam towarzyszy. Najważniejsze to pokazać, że takie spędzenie czasu sprawia nam radość i jest czymś oczywistym.

 

 

#2 Zostaw w zasięgu ręki

 

Pierwszy rowerek biegowy kupiliśmy krótko po pierwszych urodzinach syna i zostawiliśmy go na widoku w dużym pokoju. Nie był to zbyt piękny dodatek do wnętrza, ale cel był nieco inny. Mimo iż Mały jeszcze w tym okresie niestabilnie stał na nogach, tak podchodził do niego, patrzył, dotykał. To był celowy nasz zabieg – chcieliśmy wzbudzić w nim zainteresowanie nową „zabawką“. Po jakimś czasie sadzaliśmy go na biegówkę i  asekurując go jeździliśmy po mieszkaniu super się przy tym bawiąc: goniliśmy się, udawaliśmy, że to autobus, który musi zatrzymywać się na wyznaczonych przystankach aby zabrać ludzi itp. Po prostu daliśmy nowe możliwości spędzania czasu. Po niedługim okresie Młody sam zaczął jeździć. Miał wtedy rok i 4 miesiące…

W moim przekonaniu ogromnie ważne jest pozostawienie przedmiotów pozwalających zdobyć nowe umiejętności sportowe w zasięgu wzroku i ręki. Co z tego, że kupimy super rowerek, jeśli zostawimy go w piwnicy, a dziecko raz na jakiś czas rzuci na niego okiem? Musi dotknąć i poczuć jakie możliwości daje mu nowy sprzęt, czy to rowerek, hulajnoga, narty, czy też wrotki. To tak jak z jedzeniem i przyzwyczajaniem do nowych  produktów – badania wykazały, że ekspozycja nowego warzywa przez 2 tygodnie sprawia iż dziecko zaczyna uważać je za jadalne i wykazuje nim zwiększone zainteresowanie…:-)

 

jak nauczyc dziecko jazdy na rowerze

 

jak nauczyc dziecko jezdzic na rowerze

#3 Zaangażowanie

 

Trudno jest być zapłonem do odpalenia „supersprawności“ u dziecka nadzorując je w parku z pozycji ławeczkowej, albo snując się za nim na spacerze krokiem ciechocińskim…

Na spacer z moim dzieckiem nigdy nie przyszłoby mi do głowy ubrać inne buty niż te sportowe. Co prawda zdradzam je w lecie z sandałami, nad czym nie raz ogromnie ubolewałam goniąc moje dziecko i łapiąc spadające sandałki ze stopy…Chodzi o to, że ucząc tej jazdy na rowerze czy nartach musimy zgubić kilkaset kropel potu, inaczej się nie da. Tylko pełne zaangażowanie, traktowanie sprawy z powagą, ale i wielką radością pozwoli nam wspomóc dziecko w opanowaniu tych sportowych umiejętności. To nie działa tak, że raz pokażemy i zatrybi system, a jeśli nie zatrybi to odpuszczamy myśląc, że jeszcze nie czas, że musi dorosnąć, sam się przekonać itd. Ja po ciągnięciu mojego dziecka po stoku pod górkę za kijek przez tydzień męczyłam się z zakwasami, ale uwielbiałam ten ból! I tak najgorzej wspominam gonienie za motorem crossowym podczas nauki – to była dla mnie prawdziwa droga przez mękę i myślałam, że wyzionę na niej ducha…Pełne zaangażowanie, ogromna cierpliwość i chęci są tutaj najważniejsze. Żaden talent i predyspozycje nie mają znaczenia, jeśli niewiele damy z siebie, to my jesteśmy w tym przypadku zapłonem. 

Dodatkowo oprócz fizycznego wsparcia, możemy pomóc dziecku „załapać bakcyla“ na daną rzecz opowiadając o tym, rozmawiając, przeżywając możliwości jakie daje dana rzecz. U nas grane były filmiki motocrossowe czy też slalom gigant! Dodatkowe komentowanie i ekscytowanie się działa tylko na naszą korzyść 🙂

 

 

#4 Wypuść dziecko na dwór

 

Nie wiem jak Wy, ale ja spędziłam swoje dzieciństwo na dworze. Teraz natomiast widok bawiących się dzieciaków na zewnątrz należy do rzadkości…Zatopieni w Tv, tabletach, czy telefonach spędzają swój wolny czas. Kładę ogromny nacisk na to, żeby Młody po przedszkolu był ciągle na dworze, a przerwy w domu robimy tylko na jedzenie. Sięganie po pilot od Tv, czy tablet jest u nas mocno ograniczone i utrudnione – nigdy nie są te sprzęty w zasięgu ręki Małego. Co prawda nieposiłkowanie się tymi wspomagaczami bywa męczące dla rodzica, jednak korzyści z tego płynące są niewspółmierne do poniesionych kosztów. Dziecko na dworze nabywa nie tylko wprawy w opanowywaniu takich umiejętności jak koordynacja ruchów czy równowaga, ale nabywa także odporności i jestem przekonana, że właśnie dzięki takiemu spędzaniu czasu na dworze Mały w ogóle nie choruje…

 

jak usprawnic fizycznie dziecko

 

#5 Daj żyć

 

Słyszałyście może kiedyś, kiedy jakaś mama na placu zabaw pouczała swoje dziecko, żeby trzymało się z dala od piaskownicy, bo będzie miało wszędzie piasek? Albo żeby nie wchodziło na coś bo się pobrudzi czy też zniszczy buty? Jak cieszyć się ze wspinania na domek zabaw, kiedy wkoło same zakazy? Mały nie ma w szafie rzeczy marki „Nie szkoda“, chodzi w tych samych ubraniach i butach do przedszkola i na place zabaw i to jest mega wygodne. Gdybym miała go przebierać czy pilnować, czy oby nie pobrudził „wyjściowych“ spodenek, dostałabym szału, a on straciłby ochotę na zabawę. Zresztą, przy takich dostępnych na rynku dobrych produktach do prania naprawdę można zminimalizować ryzyko trwałego uszkodzeniu odzieży. No chyba, że coś się potarga, ale od tego też jest igła i nitka. Więcej luzu w tym względzie może okazać się też wolnością dla dziecka. 

Drugą sprawą są rodzice, którzy chcieliby usunąć każdą przeszkodę spod nóg dziecka. A kiedy już upadnie, tudzież nabije sobie guza, zabierają dzieciaka z miejsca wypadku, ostentacyjnie obrażając się przy tym na daną rzecz, przez którą dziecko zrobiło sobie bubu…Nie ma nic gorszego, jeśli tylko nie chodzi o poważne zranienie, niż przesadne reagowanie i ewakuacja z miejsca. Rodzic tym samym daje znać, że wszędzie czai się niebezpieczeństwo, a upadki to coś bardzo złego, czego trzeba się wystrzegać. Tym samym dziecko szybko zniechęca się do podejmowania kolejnych prób w opanowaniu danej umiejętności. Zdecydowanie lepiej jest czuwać nad dzieckiem w pewnej odległości i uświadamiać je, że upadki to normalna sprawa, bez nich nie ma nauki. Wiecie, jak Mały pokonał lęk przed upadkami na stoku narciarskim? To takie proste, że aż wstyd mówić, no ale jeśli komuś mogłoby to pomóc, to czemu nie? 🙂 Po upadku powiedziałam „To nic, nic się nie stało. Każdy upada, to normalne na stoku“, a później po kolejnej wywrotce Mały zaczął powtarzać to zdanie jak mantrę:-) Zatem pozwól dziecku upaść i pobrudzić się, bo to nieodłączne elementy zabawy!

 

jak nauczyc dziecko plywac

 

jak nauczyc dziecko jezdzic na rowerze

jak sprawic zeby dziecko bylo bardziej sprawne fizycznie

jak sprawic zeby dziecko bylo bardziej sprawne fizycznie

#6 Zorganizuj  odważniejszego / bardziej szalonego partnera

 

Dacie wiarę, że moje dziecko w 3 dni nauczyło się pływać bez żadnych wspomagaczy w postaci kółeczek, rękawków, makaroników czy też desek?? Nie skłamię, jeśli powiem, że w 99% do tego sukcesu przyczynił się Stasiu – kumpel z przedszkola mojego synka, którego spotkaliśmy pewnego gorącego lipcowego dnia na basenie 🙂 Jako że Stasiu to szalony chłopak jest, to zawsze gdzieś tam pomysłami porywa Młodego. Nie inaczej było tym razem, kiedy to kolega zaczął nurkować, a raczej robić coś na wzór nurkowania…Mimo moich protestów, Mały zaczął naśladować kumpla, a po chwili umiejętnościami przerósł Mistrza i w ten oto sposób pół godziny później przepływał pod wodą jakieś 5 metrów! Nie mogłam w to uwierzyć, łzy popłynęły matce po policzkach, a serce zrobiło cudowne zdjęcie, którego NIGDY nie zapomnę…Po 3 dniach, w zasadzie sumując, po ok 5 godzinach spędzonych w wodzie i dzięki dużej cierpliwości i pracy mojego męża, nasz syn przepłynął sam ok 15 metrów już z główką nad wodą i tym samym dokonał dla mnie rzeczy niemożliwej – 4,5 latek nauczył się pływać…Nie mogłabym być bardziej dumna! Nie piszę tego, żeby się pochwalić, chociaż może odrobinkę 😉 Piszę to przede wszystkim dlatego, żeby podkreślić, jak ważny jest partner – najlepiej równieśnik, który będzie kompanem, a czasami nawet przykładem w opanowaniu jakiejś umiejętności…Dzięki Stasiu! Kiedyś porozmawiamy o Twoich zasługach w życiu Młodego:-)

 

#7 Oddaj dziecko w pewniejsze ręce

 

No właśnie, jeszcze wracając do tego pływania, zanim spotkaliśmy Stasia na basenie, Mały wielokrotnie bardzo domagał się, żebym pozwoliła mu zanurkować bez rękawków w dość głębokiej wodzie. Oczywiście jak to mama, nie pozwoliłam mu w obawie o…No po prostu z obawy. Kiedy już nauczył się nurkować tego dnia ze Stasiem, wciąż powtarzał mi „ No widzisz, mówiłem Ci, żebyś mi pozwoliła nurkować, a Ty nie i nie…“ To prawda…Moje obawy uniemożliwiły mu opanowanie czegoś, na co może już wcześniej był gotowy…Dlatego już naukę pływania przez te kilka godzin na basenie powierzyłam mężowi – ja jednak nie jestem zbyt odważna. Podobnie było z motorem crossowym – mój strach o zdrowie dziecka zwyciężył nade mną. Co prawda to ze mną w ogóle wsiadł na motor, to ja za nim biegałam trzymając za zderzak aby nie stracił równowagi, ale dalszą naukę przekazałam mężowi. Gdyby nie to, ja wciąż biegałabym za Małym trzymając to siodełko, a on nie miałby radości ze swobodnej jazdy. Reasumując, jeśli coś nas przerasta i przerzucamy swoje obawy na dziecko tym samym ograniczając je, to lepiej jest oddać malucha w pewniejsze i odważniejsze ręce, obojętnie czy jest to tata, dziadek czy super odważna babcia. 

 

 

#8 Nie zmuszaj i nie porównuj

 

Dokładnie tak! Wszystkie punkty biorą w łeb jeśli zafundujemy swojemu dziecku zmuszanie do rzeczy, na które nie zupełnie ma ochotę lub porównywanie do dziecka, które opanowało już pewne umiejętności sportowe. Najpewniej nie wzięło się to z nikąd i kosztowało sporo wysiłku i chęci rodziców (patrz wszystkie punkty). 

 

jak nauczyc dziecko jezdzic na rowerze

jak nauczyc dziecko plywac

Sprawdź inne wpisy

6 komentarzy

  • Odpowiedz Karolina 24 września 2018 at 11:24

    Dla mnie najważniejsze to dać dziecku uprawiać sport, bez uważaj, zwolnij itp. i dawanie przykładu samym sobą 😉

    • Odpowiedz Anna Popis 25 września 2018 at 04:43

      To prawda, taka „troska” może szybko zgasić zapał dziecka

  • Odpowiedz Kfiatushek 24 września 2018 at 15:40

    U nas z jazdą na rowerze jest mega problem właśnie z powodu rowerka biegowego, a raczej jego braku. Nie kupilismy go i teges plujemy sobie w brodę, bo Junior ma problem ze złapaniem równowagi. Opanował wszystko co trzeba, ale rownowaga leży i kwiczy. Z Lusia już tego błędu nie popelnimy. Masz rację co do tego, że my sami i nasz sposob spędzania wolnego czasu jest kluczowy. Ja też całe dzieciństwo spędziłam na podwórku i Juniorowi też staramy się to zaszczepić. Mamy o tyle ułatwione zadanie, że mamy ogród i poki pogoda pozwala Junior biega po podwórku ile wlezie ze swoim kumplem zza plotu.

    • Odpowiedz Anna Popis 25 września 2018 at 04:53

      Och to macie idealne połączenie – ogródek + kumpel zza płotu = błogi spokój rodziców w konieczności animowania dziecka 😉 A co do rowerka, faktycznie bardzo pomaga. ja jednak nie mogę patrzeć się na takie modne teraz rowerki „biegówki” trójkołowe. Nie mam pojęcia skąd przyszła ta moda, pewnie z Instagrama, ale one nie robią nic dobrego dzieciom. Kojarzysz Olu o jakie „rowerki” mi chodzi? Ściskam:-*

      • Odpowiedz Kfiatushek 25 września 2018 at 06:26

        Tak tak, wiem o co chodzi. Junior do rowerka podchodzi jak pies do jeża mimo naszego usilnego namawiania, ale za to pokochał pływanie. Chcieliśmy zapisac go na lekcje z instruktorem u nas na basenie, ale Junior stwierdził, że on będzie się uczyć tylko z tatą. Więc tata przy okazji też ma dodatkową porcje ruchu. W sobotę mężu skończył ostatnią rzeczą koło domu i można powiedzieć, że wreszcie mamy temat ogarnięty. Plan jest taki, że kupujemy nowe rowery, bo nasze obecne to już złom i od wiosny ostro bierzemy się za rodzinne przejazdzki z Lusia w krzeselku.

  • Odpowiedz pożeram strony 24 września 2018 at 19:18

    Przede wszytskim przykład – zgadzam się z Tobą w 100 %! Moja starsza córka uwielbia wszelkie aktywności sportowe.

  • Zostaw odpowiedź