Kobiecym Okiem

6 moich dziwnych nawyków nabytych na macierzyńskiej drodze

16 czerwca 2017

Ostatnio przyjrzałam się dokładniej swoim zachowaniom i zaśmiałam się w duchu. A może nawet i na zewnątrz. Macierzyństwo zmienia, to fakt niezaprzeczalny. Wiele rzeczy robimy automatycznie bez wnikania w mechanizm działania. Macierzyństwo uczy także pewnego cwaniactwa pozwalającego na przeżycie rodzicielki. I dziś właśnie o takim cwaniactwie, nawykach, które nabyłam na tej wyboistej drodze, a z których dopiero niedawno zdałam sobie sprawę.

Ciężko jest utrzymać w domu dyscyplinę, kiedy mamy do czynienia z takim przeciwnikiem – słodycze! My w domu, tzn moje dziecko, nie spożywa ich wiele, nie pozwalam, ale też nie stanowi to dla Niego większego problemu. Nauczony jest jeść owoce zamiast tego dziadostwa. Co prawda, w przedszkolu domowe zasady biorą w łeb, niemniej jednak bardzo pilnuję tego aspektu. Co innego mamusia! Kiedy tylko dziecko uśnie, pędzę do szafki i wcinam co się da. Tabliczka czekolady na raz nie stanowi dla mnie problemu – nadrabiam zaległości z dnia. Czasami, gdy widzę galaretki czekoladzie, albo Ptasie mleczko nie potrafię się nawet opanować przy Małym. I wtedy stosuję dwie metody: albo wykradam z miseczki i niezauważenie pędzę do pokoju aby sekundę podelektować się zdobyczą, albo, kiedy już potrzeba mnie przyciśnie, a ślinianki wytwarzają taką ilość śliny, że grozi powodzią, odwracam się tyłem do dziecka i dwoma ruchami żuchwy zaspokajam nagłą potrzebę. W obydwu przypadkach nie raz zostałam przyłapana i w celu zamaskowania słodyczowego skąpstwa połykałam w całości cuksa. Masakra, wiem…W domu zyskałam nawet miano „Rzepeckiej“ – znajomej kobiety, która w dawnych czasach, gdy w sklepach nie było nic poza echem chowała przed dziećmi słodycze i sama wrednie wyjadała. Ta egoistyczna historia lubi się powtarzać, ale wiecie… To wszystko w dobrej intencji…

Mama to ludź, który nigdy nie jest sam. Zawsze gdzieś tam koło nogi kręci się dziecko i czegoś żąda. Jak dziecko skończy, to partner zaczyna. Samotność to stan absolutnie deficytowy. Ale są takie miejsca, jak to mówią „Gdzie Król chodzi piechotą“ i brak towarzystwa jest wręcz wskazany. Nauczona doświadczeniem wtargnięcia do toalety przez Młodego w najgorszym momencie, albo koczowania pod jej drzwiami i co 3 sekundy pytania „Mama, a co ty tam robisss?“zamykam się od środka. Zamykam się nawet wtedy, kiedy w domu nikogo nie ma – taki nabyty instynkt przetrwania, który zostanie ze mną już chyba do końca moich dni.

A propos samotności – w ciągu dnia można za nią zatęsknić i kiedy dziecko wieczorem już uśnie, to choćby powieki ze zmęczenia leciały mi na łeb na szyję, tak nie pójdę wcześniej spać w pobliżu 24 godziny. Sama możliwość samodecydowania o sobie w tym czasie jest na tyle atrakcyjna, że przeciągam maksymalnie ten moment. Chciałoby się rzec „Chwilo trwaj wiecznie“. A co takiego „wspaniałego“ robię w tym czasie, że nie pozwalam się pokonać zmęczeniu? Właściwie żadnej perwery – siedzę nad nowym wpisem albo obejrzę jakiś odmóżdżacz w stylu „ Z kamerą u Kardashianów“, bo mając na uwadze fakt, że w ciągu dnia zdarza mi się obejrzeć tylko bajki na Mini Mini, tak realityshow wydaje się być tym, czego aktualnie potrzebuje moja głowa.

A jak już się kładę, to zazwyczaj śpię w jednej pozycji – na prawym boku żeby nie narobić zbyt wiele hałasu przy zmianie ułożenia i nie wybudzić Młodego. Już nawet przestał boleć mnie bark, ale pewnie stany zwyrodnieniowe odezwą się na stare lata. Jednak możliwość wtulenia się w to małe, ciepłe dziadostwo w nocy przewyższa skutki uboczne spania w jednej pozycji. I już kręci mi się łezka w oku, kiedy pomyślę, że niedługo powędruje do swojego łóżka i nawet nie popatrzy w stronę mojego…

Kładę się późno, za to wstaję wcześnie – codziennie 5:30 i nie ma że boli. Co prawda, czasy kiedy wypicie gorącej kawy było synonimem luksusu bezpowrotnie odeszły, ale tęsknota za tą możliwością zakorzeniła się we mnie na tyle mocno, że teraz pod pretekstem wypicia kawy w samotności bezboleśnie wstaję z łóżka. I jest to najlepszy nawyk, jaki nabyłam na macierzyńskiej drodze. Spróbujcie 3 dni pod rząd, a już nigdy nie zrezygnujecie z tego dziwactwa…

 

Dacie wiarę, że od 3 lat codziennie chodzę w tych samych butach? Czasami, kiedy aura zmusza mnie do tego zamieniam je na japońce albo Emu – w zależności od temperatury na zewnątrz. I pomyśleć, że to wszystko z przezorności!
Już nie raz wspominałam, że moje dziecko jest bardzo aktywne i wystarczy, że pozwolę mu oddalić się ode mnie 5 metrów, tak mam problem z dogonieniem Go. Całkiem poważnie myślę o zapisaniu Rumcajsika do sekcji lekkoatletów, jak już wiek na to pozwoli. Wracając jednak do meritum – 3 lata temu kupiłam buty z biegowym przeznaczeniem. Ponad 500 zł wydawało mi się zawrotną kwotą, ale kiedy założyłam je, wiedziałam, że warte są każdej złotówki. W międzyczasie ujawniły się skłonności do sprinterskich ucieczek mojego dziecka, a ja wiem, że w tych buciszach dam rade – bez żadnych odcisków, bólów stopy czy innego badziewstwa. Właściwie firma Nike powinna zapłacić mi grubą kasę za reklamę. I tak patrzę na te buty i zastanawiam się, czy kiedykolwiek przyjdzie czas, że nie będę musiała ich zakładać? Jak zobaczycie mnie kiedyś w okolicy w różowych sportowych butach, tak wiedzcie, że jestem przygotowana na wszelkie niespodzianki serwowane przez mojego syna.

 

Jak tak pomyślę, to jeszcze pewnie urodziłoby się kilka macierzyńskich nawyków, ale jestem ogromnie ciekawa Waszych nabytych dziwactw. Koniecznie podzielcie się w komentarzach!

Sprawdź inne wpisy

11 komentarzy

  • Odpowiedz MaSza 16 czerwca 2017 at 13:47

    Trafiłaś w sedno 🙂 też uwielbiam siedzieć po nocach. Jak już Trollek i Mąż usną to wreszcie mam ciszę i spokój. Przeważnie czytam książki, w planach zawsze jeden rozdział ale potem się wciągam i nawet nie czuję upływu czasu. Co do rannego wstawania….cóż jestem z natury sową i jest ciężko ale powoli, powoli się przyzwyczajam 😉 zgadzam się w 100%, że ta kawa rano wypita póki jest jeszcze gorąca to prawdziwy rarytas. Pozdrawiam ciepło.

    • Odpowiedz Anna Popis 16 czerwca 2017 at 18:46

      wieczorem głowa podpowiada mi, że pora kończyć, ale sercu żal…;-)Buziak:-* Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Iwona 16 czerwca 2017 at 19:05

    ja do takich nawyków dodałabym ubraniowe zakupy tylko online…ganianie za dzieckiem między wieszakami to katorga! Jak zakupy to tylko przez Internet. Trochę szkoda, bo lubiłam pobuszować, podotykać i poprzymierzać. Teraz wszystko przeliczam na CZAS;-) Acha! i jeszcze omijam alejki z zabawkami i słodyczami w Supermarketach! 🙂

  • Odpowiedz Dabda 16 czerwca 2017 at 19:53

    Wstawanie wczesnie rano kiedy wszyscy jeszcze śpią Kawa i fajna ksiazka Chwila dla siebie…chwila dla matki;) Zakupy online też.

    • Odpowiedz Anna Popis 16 czerwca 2017 at 19:55

      A myślałam, że wcześniejsze wstawanie to totalna perwersja, a jednak jest nas więcej…;-) Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Paulove. 17 czerwca 2017 at 07:21

    Zupełnie, jakbym czytała o sobie 🙂 Tylko nie potrafiłabym tego tak ładnie ubrać w słowa.
    Pozdrawiam
    http://swiatloczulafotografia.blogspot.com/

    • Odpowiedz Anna Popis 17 czerwca 2017 at 19:19

      Dziękuję:-* za to pięknie ubierasz w obraz…Pozdrawiam!

  • Odpowiedz Magda 17 czerwca 2017 at 15:27

    Trafiłam przypadkiem, jedząc w ukryciu czekoladę 🙂 🙂 będę zaglądać

    • Odpowiedz Anna Popis 17 czerwca 2017 at 19:18

      Bardzo mnie to cieszy:-) jedzone z ukrycia smakuje lepiej…;-)

  • Odpowiedz kfiatushek 19 czerwca 2017 at 08:23

    ooo tak, kawa wypita w błogiej ciszy, czekoladka zjedzona po krojomu…. jednak perwera 🙂

    • Odpowiedz Anna Popis 19 czerwca 2017 at 11:48

      🙂

    Zostaw odpowiedź