Parenting

5 sposobów na mądre przechytrzenie dziecka poprzez zabawę

8 marca 2017

Z dzieckiem tak to już niestety jest, że nawet jeśli opracowałaś świetną metodę, która już od tygodnia działa bez zarzutu, nie oznacza to, że kolejny tydzień będzie równie udany. Dzieci uwielbiają urozmaicenia, szybko się nudzą i przyzwyczajają, a nam czasem brakuje pomysłu na połączenie przyjemnego z pożytecznym. U nas w ostatnim czasie prym wiodą 4 sposoby, dzięki którym moje dziecko pomaga mi w porządkach, sprząta po sobie zabawki i bez słowa sprzeciwu bierze udział w mojej aktywności fizycznej. Chcesz wiedzieć jak? A proszę Cię bardzo…

 

Mianuję Cię na Strażnika Porządku w domu

 

Mój synek uwielbia ostatnio odgrywanie ról. Właściwie wszystkie zabawy bazują na udawaniu różnych postaci i różnych rzeczy. Zdarza się, że pod koniec dnia mam przez to udawanie dźwięków zachrypnięty głos niczym typ spod ciemnej gwiazdy. No, ale wiadomo, czego się nie robi…Przy zabawie z wycinankami zupełnie przez przypadek wycięliśmy niezły numer w postaci gwiazdki! Z gwiazdki narodziła się odznaka, z odznaki narodził się szeryf, a z szeryfa powstał Strażnik domowego Porządku. Zanim mój mały szeryf dostał prawdziwy strój, zdążył się w domu nieźle napracować. Jako świeżo upieczony Strażnik dostał całą masę obowiązków polegających na pilnowaniu porządku w domu. Tak bardzo spodobała mu się ta rola i odpowiedzialność na niej ciążąca, że z całą powagą stanowiska wszedł w swoje obowiązki. Nie trzeba było go upominać, że jest coś porozrzucane na podłodze. Jeden telefon do Strażnika i bałagan sprzątnięty. Buty w przedpokoju żyją swoim życiem? Nie ma sprawy, Szeryf już działa!

 

Firma sprzątająca

 

Tu sprawa ma się bardzo podobnie do szeryfowej akcji. Jednak trudno oczekiwać od Szeryfa, aby sprzątał w domu! On ma stać na straży porządku prawnego i bezpieczeństwa domowników, a wyżej wspomniane porozwalane buty takiemu bezpieczeństwu realnie zagrażają. Co innego sprzątanie! Do tego potrzebujemy fachowców z firmy. I tutaj z pomocą również przychodzą mi gadżety nieodzownie związane z branżą. To niesamowite jak zwykły fartuszek, czy ściereczka zawiązana wokół pasa albo gumowe rękawice do mycia naczyń mogą zmienić sytuację. Tak wyposażony pomocnik na hasło „pracujemy” ochoczo zabiera się do roboty. Oczywiście, moje oczekiwania w pełni dostosowane są do wieku i umiejętności dziecka, ale wychodzę z założenia, że najlepsza jest nauka poprzez zabawę. I muszę podkreślić, że nigdy, przenigdy po nim nie poprawiam. W jego obecności.

 

 

Gadające Pudełko

 

Muszę Wam się do czegoś przyznać. Jakiś czas temu narzekałam, że Młody jest bardzo absorbujący, że męczący, że ja zmęczona itd. ogólnie do duszy. Ale ostatnio nastąpił jakiś przełom, no i świetny chłopak zrobił się z tej mojej Męczydupki! Mam wrażenie, że przeszliśmy na wyższy poziom w naszych relacjach, w rozwoju i w naszej codzienności. Ogromną rolę odgrywa u niego wczuwanie się w różne role. Poprzez tą zabawę, z resztą bardzo ją sobie chwalę, mogę się np wcielić w postać jego ukochanej owieczki i porozmawiać z nim o rzeczach, o jakich niekoniecznie miałby ochotę mi, jako mamie, powiedzieć. Dzięki temu możemy zupełnie swobodnie i bez uczucia wypytywania ( co go mocno zniechęca) porozmawiać o przedszkolu, o tym co tam lubi, a co sprawia mu przykrość. Zdecydowanie odpowiada mu taka forma rozmowy. Ale nie o owcy i przedszkolu tutaj chciałam, chociaż ta dygresja była ważna, gdyż przechodzimy do Gadającego Pudła i do zmory rodziców – porozrzucanych po całym pokoju klocków Lego. Z pomocą przychodzi owe Pudło i mama w roli dubbingu. Nasze Pudło od klocków jest straaaaasznie głodne i potrzebuje dużo jedzenia. Poprzez wrzucanie do kartonu klocków karmimy naszą wygłodniałą bestię. Można użyć do tego plastikowej łopatki do piasku, wtedy zabawa jest jeszcze lepsza. Tutaj jedynym ograniczeniem jest pomysłowość mamy. W ten sposób traktujemy też kubeczek na kredki, regał na książki, czy komodę na ubrania, którą trzeba natychmiast nakarmić poskładanymi ciuszkami. Mały jest niesamowicie zaangażowany przy ogarnianiu w ten sposób przestrzeni, a ja niezwykle zadowolona, bo przez mały zabieg zyskałam niemałą pomoc.

 

 

Niech wisiakuje

 

Wraz z przekroczeniem progu domu moje dziecko miało w zwyczaju zrzucanie z siebie wierzchnich okryć wprost na podłogę. W efekcie mogłam prześledzić jego drogę od wejścia, do miejsca, gdzie się udał. Wyglądało to podobnie jak w filmach, kiedy mąż przyłapuje zdradzającą go żonę w ich domu. Idąc po drodze rozrzuconych ciuchów, w końcu bielizny, finalnie trafia do sypialni, gdzie przy żonce widzi faceta, a tym facetem na pewno nie jest on. U nas od wejścia zwykle była porzucona kurtka, później jeden but, kilka kroków dalej drugi, dalej szalik, czapka, jedna rękawica, parę metrów dalej druga, a na końcu był On. Problem zniknął, kiedy w przedpokoju zawisły dwa wieszaczki dopasowane wysokością do wzrostu mojego dziecka. A ja, głupia dziunia, wprowadzając do naszej codzienności elementy metody Montessori zapomniałam o najważniejszym, o tych dwóch wieszakach, które już dawno zdusiłyby problem w zarodku.
Teraz Mały ma swoje dorosłe miejsce na niedorosłe jeszcze ubranka.

Jak dobrze jeździć jednośladem

 

Już parokrotnie chwaliłam się opanowaniem przez mojego malucha jazdy na rowerze z dwoma kołami. Jestem ogromnie dumna, że mój trzylatek! tak szybko załapał tą trudną przecież sztukę. Od kiedy jazda na rowerze z pedałami weszła do naszego repertuaru dnia, chętnie wykorzystuję możliwość jaką niesie ze sobą świeżo nabyta umiejętność i zapał do jazdy. Zamiast bezczynnie chodzić za moim dzieckiem, a raczej oglądać jego plecy, sama wbijam w getry i biegnę obok niego.Mamy przy tym sporo zabawy, bo urządzamy sobie wyścigi, kto będzie pierwszy przy wyznaczonym znaku, lub kto da rade dłużej przebiec/przejechać bez odpoczynku. Ulubiona trasa i dystans 3 km do przebycia jest świetną okazją dla mojego chłopaka do szlifowania nabytych umiejętności, a dla mnie aktywnego resetu w ciągu dnia. Matka wybiegana i dziecko wymęczone. Lubię takie połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź