Parenting

5 metod, które działają na Rumcajsika w sytuacjach kryzysowych. Zawsze.

15 stycznia 2017

Opanowałam do perfekcji radzenie sobie w kryzysowych wychowawczych sytuacjach dzięki pewnym sztuczkom. Tutaj zdradzę Ci moje TOP 5, pewnie i u Ciebie dadzą dobry efekt. Przeczytaj.
Zawsze, zanim Mały pojawił się na świecie, wyobrażałam sobie siebie jako wyrozumiałą, cierpliwą, w sumie nigdy niezmęczoną, zawsze skorą do zabawy z dzieckiem mamę. Nerwy i krzyk w moich wyobrażeniach nie istniały, o utracie panowania nad sobą w ogóle nie wspominając. Nie, ja miałam być tą fajną mamą. No miałam. Jednak życie szybko moje wyobrażenia zweryfikowało.

Jakoś nie wzięłam pod uwagę sytuacji, kiedy dziecko pokazuje pazurki i w ogóle nie chce z nami współpracować. Przecież Mój miał być zupełnie inny. Nic tak nie uczy pokory, jak dziecko, które powoli zaczyna zdawać sobie sprawę z własnej niezależności. No i zaczęło się. Najpierw przyszedł okres buntu dwulatka. Cholera, przecież miało nas to ominąć! Moje założenia diabli wzięli, bo oto poznałam możliwości własnego głosu, a i nerwy mnie nie omijały. Tak nie miało być, nie chcę widzieć u nas w domu żadnych krzyków i jakichkolwiek innych kar.

Jestem absolutną przeciwniczką karania dzieci, dlatego też sięgałam do różnych poradników. Z większości mogę zrobić podpałkę do grilla, ale jedna pozycja uratowała mi skórę. Poskładałam z niej propozycje, które wydawały mi się najbardziej sensowne i przetestowałam na naszej trójce. Oto co z tego wyszło.

Rysuj kochanie, rysuj mocno!

Ta metoda sprawdza się u nas zawsze. Kiedy tylko zanosi się na burzę i Mały zaczyna ze wściekłości krzyczeć, płakać i rzucać czym popadnie, próbuję go okiełznać zwykłą kartką papieru i kredką. Aby zwizualizować tą metodę posłużę się dokładnym przykładem z życia wziętym. Wyglada to mniej więcej tak:

– Kochanie narysuj szybko jak bardzo jesteś zły! – sama biorę swoją kartkę papieru i zaczynam kreślić kredką bazgroły po całej stronie.
– Tak bardzo jesteś zły? – pytam podniesionym, odpowiednim do sytuacji tonem.
– Nie, o tak! – krzyczy i sam rysuje po swojej kartce zaciskając przy tym mocno ząbki.
– O to jesteś bardzo zły – odpowiadam.
– Nie, mama o taki zły – rysuje jeszcze mocniej i zaczyna się śmiać.
– Masz tu jeszcze jedną kartkę bo widzę, że jesteś naprawdę wściekły na tą całą sytuację!
– O tak mama, jeszcze jedna – odpowiada Rumcajsik.

Na koniec dziurawimy kartkę naszą kredką strzępiąc ją przy tym na małe kawałki i mówiąc, że taaaaacy jesteśmy źl. A powodów może być wiele, np. pada teraz deszcz i nie możemy pójść na plac zabaw, albo mała męczydupa jest nie w humorze.

Ta metoda doskonale wyładowuje stres i negatywne emocje. Zwykle kończymy „zabawę” salwą śmiechu i przytulaniem. Czasami, kiedy Mały jest wściekły z jakiegoś powodu sam podbiega do stolika, gdzie ma przybory do rysowania, karze usiąść mi na krzesełko obok i sam zaczyna rysować swoją wściekłość! Ogromnie polecam!

Gdybym tylko mogła, dałabym Ci wszystko!

Czyli zamienianie pragnień dziecka w marzenia.
Oczywiście, jak każda mama, chcę dać mojemu dziecku wszystko, czego tylko zapragnie. Jednak czasami wymagania trzylatka są zupełnie nierealne, bo to np chce mieć duży kombajn, którym mógłby skosić przydomowe pole. I na nic zdają się tłumaczenia, że kupimy taki zabawkowy, notabene ma już 3. Nie, on chce taki prawdziwy i zaczyna się problem. Od prośby, poprzez płacz, na histerii kończąc. Wtedy z pomocą przychodzi mi „gdybanie”, no to zaczynamy!

– Kochanie, widzę, że bardzo chciałbyś mieć taki kombajn.
– Tak, bardzo – odpowiada
– Super byłoby mieć taki wieeelki kombajn, moglibyśmy skosić całe pole, o taaakie! – odpowiadam
– Będziemy kosić rzepak – z przejęciem odpowiada Rumcajsik
– Musielibyśmy zbudować przewielką wiatę na niego, tylko gdzie moglibyśmy ją ustawić?- pytam
– O tam! – pokazuje Rumcajsik
– Jakbym tylko mogla, to kupiłabym Ci taki ogroooomny kombajn albo i dwa, żeby szybciej kosić pola i razem z tatusiem zbudowałbyś wiatę, byłoby super
– Alle, Toffi(nasz pies) jeździłaby kombajnem- odpowiada podekscytowany!

I to wszystko, Mały przy samych marzeniach o kombajnie zaczyna się uspokajać. Wie, że rozumiemy jego potrzeby, nie ignorujemy ich i nie zbywamy słowami „ po co Ci to”,” daj spokój, to niemożliwe”, „nie mamy tyle pieniędzy”. Czasami wystarczy pragnienie dziecka mądrze przekształcić w marzenie, formą „gdybania”. Nie mówię, że sprawdza się to zawsze, ale zwykle pomaga. Mały czuje się zrozumiany, a ja zadowolona z siebie, że bez krzyku i płaczu wyszliśmy z potencjalnie trudnej sytuacji. Takie formy stosujemy też w sklepie, choć idzie nam tam najgorzej z racji presji otoczenia i wymownych spojrzeń „ Co, nie kupisz dziecku?” Pomijając to, naprawdę warto przetestować.

List od Mamy

Trafił mi się prawdziwy malarz. Byłoby super, gdyby sprawa kończyła się na kartce z bloku rysunkowego. Niestety, mój synek upodobał sobie jedną ścianę, na której to niby przypadkiem raz chlapnął farbą, raz kreślił kółka kredkami, a jeszcze innym sprawdzał moc pigmentu malin. Nie pomagały tłumaczenia i prośby. W końcu przypomniałam sobie o metodzie liścik do dziecka. Napisałam na dużej kartce uwagę do Rumcajsika, a brzmiała ona tak: Ściany nie służą do malowania, od tego mamy kartki, dziękuje Mama!

Przykleiłam ją na tej nieszczęsnej ścianie. Mój synek od razu zauważył jej obecność i zaintrygowany zapytał co to. Czytałam mu bardzo powoli wskazując palcem na każde słowo. Powtarzałam kilka razy w ciągu tego dnia. Był zachwycony, a ja totalnie zdumiona, bo problem zniknął i już nie powrócił.

Tą samą metodą rozprawiłam się z moim mężem, który katował mnie wiecznie nie spuszczoną klapą od sedesu. Lata pracy nad tym problemem nie przyniosły rezultatów. Dlatego postanowiłam do niego napisać: Uwielbiam kiedy jestem zamknięta. Bardzo dziękuję, Twoja deska sedesowa!

Małą karteczkę przykleiłam nad sedesem. Niesamowite, że dzięki takiej pierdole pozbyłam się problemu, z którym walczyłam lata.

Karteczki są u nas na porządku dziennym. Mały uwielbia dostawać ode mnie liściki, a Mamusia uwielbia do Was pisać, chłopcy. Słowo pisane ma moc!

AKTUALIZACJA!

O ile z dzieckiem poszło mi gładko, o tyle nie przewidziałam, że dojrzała płeć brzydka przyswaja gorzej. Karteczka musi zawisnąć 2 razy w tygodniu, aby problem został zminimalizowany. Taka smutna prawda, a podobno z wiekiem coraz gorzej…

Głodna Torba

Tą metodą zawsze poskramiam małego niszczyciela. Jak tylko widzę, że zabawki rzucane są na wszystkie strony domu, a prędkość wyrzutu zagraża naszemu zdrowiu, sięgam po dużą torbę i pytam, Których zabawek już nie potrzebujesz? Tak opanowaliśmy tą metodę, że Rumcajsik nie wzbrania się od oddania przedmiotów chwilowej nienawiści, a jego temperament zostaje automatycznie utemperowany. Wszystko bez krzyku, tłumaczenia, że to kosztuje i tego typu bzdur – całkowicie pokojowo. Kiedy Mały domaga się zwrotu zawsze pytam, czy wie dlaczego zabawki zostały zabrane. Zawsze wskazuje poprawną odpowiedź i cieszy się z odzyskanych rzeczy, a ja z opanowanej sytuacji.

Kto będzie pierwszy?

Największą katastrofę przeżywamy przy ubieraniu. Wtedy przypomina to gonitwę za dzikim zwierzątkiem. Mały skacze, ucieka, wygłupia się, wzbrania i przeciąga w nieskończoność tą przykrą dla mnie czynność. Nie dlatego, że nie ma ochoty wyjść, prawdę mówiąc, to nie wiem dlaczego… Zwykle po takich akcjach jesteśmy totalnie zniechęceni do jakiegokolwiek wyjścia. Metodę tą odgapiłam od Superniani. Polega ona na ściganiu się z czasem. Nastawiam Timer w telefonie na 3 minuty, Mały widzi upływający czas i stara się wyrobić przed nim. Mocno go wtedy dopinguje i sprawa prawie załatwiona. Nie zawsze działa, ale jeśli wyjdzie jedna na trzy podjęte próby ścigania się z czasem, jestem zadowolona.
Mam jeszcze jeden sposób na poskromienie małego dziadostwa przy ubieraniu. Po prostu daję mu naszykowane ubranka i mówię, żeby pokazał mi jak potrafi się ubrać. Czasami działa, ale stosując zamiennie z pierwszą metodą daje całkiem korzystny wynik.

To moje TOP 5 na zaprowadzenie ładu i harmonii w naszym domu. Wszystko bez krzyku i niepotrzebnych nerwów. Cud, miód i orzeszki. Nie zawsze dają 100% efektywności i nie zawsze udaje mi się trzymać nerwy na wodzy, ale pewność, że w cywilizowany sposób potrafię rozwiązać konfliktową sytuację daje mi spokój i poczucie bezpieczeństwa.
A czy Wy macie jakieś sprawdzone metody? Jestem ciekawa jak poskromić małego domowego boksera. Sprawdzam kilka metod, ale narazie nie wyłonił się żaden faworyt.

Sprawdź inne wpisy

3 komentarze

  • Odpowiedz Ania - mapa szczęścia 19 stycznia 2017 at 21:40

    Mój ulubiony wpis <3 i jak Dawid już będzie potrafił pokazać swoje złości, yo na bank tych metod wypróbuję!

  • Odpowiedz Ada 20 marca 2017 at 10:22

    Będziemy próbować, może głodna torba da radę 😉 Rzeczywiście wszyscy lubimy liściki. Kluczem wydaje się być jasne określenie zasad i konsekwentne ich trzymanie, a z tym gorzej…
    Synek po wizycie u kolegi zafascynowany był tablicą z uśmiechami-punktami.

    Bardzo podoba mi się Twój blog!

    • Odpowiedz Anna Popis 20 marca 2017 at 18:25

      Bardzo dziękuję Ada 🙂
      Oj tak, konsekwencja jest najważniejsza. Raz popuszczone zasady ciężko wprowadzić w życie ponownie…Nie próbowaliśmy tej tablicy, a myślę, że może i u nas taka nowość zdałaby egzamin…Musimy spróbować

    Zostaw odpowiedź