Parenting

Takich prezentów nie chcemy!

13 grudnia 2016

Zawsze powtarzam wszystkim bliskim, że prezent dla Małego jest u nas ostatecznością. Nie lubimy ich nie tylko dlatego, że w 90 % są nietrafione, ale także dlatego, a może przede wszystkim, że uczą moje dziecko złych manier i nawyków. Jeśli już ktoś bardzo chce mu coś kupić, nawet drobiazg, to sposób jego podarowania jest u nas skomplikowaną procedurą. Już dość w życiu napatrzyłam się na zachłanne dzieciaki, które już od wejścia witają Cię wlepionym w twoje dłonie wzrokiem w poszukiwaniu torby z prezentem. Nie, za takie coś to ja podziękuję. I nie wmawiaj mi proszę, że wydziwiam.

Oczywiście, nie chcę być taką jędzą, ale czy jest coś gorszego niż wyrobienie u dziecka nawyku takiej prezentowej zachłanności? Nie dość, że to bardzo zobowiązujące dla osoby odwiedzającej, to jeszcze fatalnie świadczy o rodzicu! Tak, rodzicu, bo to sygnał, że w którymś momencie dał przyzwolenie na taki stan rzeczy i ostatecznie nad tym nie zapanował. No, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Bo jak to jest, że ciocia raz przychodzi z „konkretnym” prezentem, a raz tylko z czekoladą? A może wkładeczka do czekoladki byłaby odpowiednim zadośćuczynieniem od skąpej ciotki? Prawdę zobaczysz w oczach dziecka.
Wracając do czekoladki, bo to słodkości w ogromnym procencie stanowią „dodatek” do prezentu, błagam oszczędź go sobie! Nie wiem, zjedz sam na ławce w parku, podziel się z psem czy rozdaj bezdomnym, ale nie prezentuj mojemu uradowanemu na ten widok dziecku mega opakowanie , „co by to miał co przekąsić”. I nie wmawiaj mi, że „słodycze to smak dzieciństwa”, bo odpowiem, że popsute zęby i brak apetytu to pozostałość po tym smaku, a raczej niesmaku. I jak ja mam teraz wytłumaczyć podekscytowanemu dzieciakowi, że czekolada jest „be i fuj”? My jemy owoce zamiast słodyczy do jasnej cholery! i nie wprowadzaj mi tu nowego porządku.

No dobra, zostawmy czekoladki, skupmy się na misiach – pluszakach. Czy naprawdę myślisz, że ten w kolorze turkusu, z czapką na głowie i szalikiem wokół szyi będzie pasował do pokoju Małego? Wiem, że TO nie ma pasować, ma sprawiać radość dziecku, ale podpowiem, nie sprawił! Wyląduje obok dziesięciu innych leżących, siedzących, klęczących, białych, brązowych, bardziej lub mniej włochatych. Bo moje dziecko nie lubi misi! Ma swoją ukochaną, wyświechtaną owieczkę, którą tylko czasami przytula zamiennie z reniferkiem Bambi i to wszystko. Dlatego misie lądują w dużym pudle z dala od naszego wzroku.
Jeśli musisz już coś kupić i pielęgnować w moim dziecku cechę zachłanności, zapytaj się mnie, co będzie przydatne, czym się aktualnie bawi i co sprawdzi się w niedalekiej przyszłości. Obiecuję Ci, że moje typy nie będą droższe od badziewia, które zamierzasz kupić, a perspektywa sąsiadowania z misiami będzie ograniczona do minimum.
Bo w tych całych odwiedzinach nie chodzi o żaden prezent. Nie pojąłeś jeszcze drogi gościu, że największym prezentem jesteś Ty, Twoja obecność i Twój czas, który poświecisz mojemu dziecku?! Właśnie na to wyczulam Małego od samego początku. Jasne, miło jest dostać prezent, ale na Boga, od tego jesteśmy my, rodzice. Założę się o grube pieniądze, których nie mam, że moje dziecko zapamięta w co się z Tobą bawiło, a nie czym to robiło. Jak już masz coś w zanadrzu to błagam, przywitaj się, usiądź, bądź zainteresowany moim dzieckiem, pobaw się z nim, a dopiero po jakimś (dłuuugim) czasie wyjmij to, co tam masz i niech nie kosztuje to pół wypłaty, bo wtedy Ty wprawisz mnie w zakłopotanie. I nie wywracaj oczami, nie wzdychaj, ani nie kręć głową. Nie mów nic, bo zapewniam Cię, nie wiesz lepiej. Takie są u nas zasady, a Ty jesteś tu gościem, oby jak najczęstszym.

 

 

 

Sprawdź inne wpisy

Brak komentarzy

Zostaw odpowiedź