Parenting

2 zachowania rodziców, które wyprowadzają mnie z równowagi

23 maja 2017

Mimo mojego bardzo impulsywnego i porywczego charakteru na codzień staram się trzymać moje nerwy na wodzy (nawet nie wiecie ile pracy mnie to kosztuje) Są jednak dwie sytuacje, kiedy nie wytrzymuję i nawet liczenie do 100, zagrywanie warg i zżeranie paznokci nic tu nie da. Wtedy ruszam do werbalnego ataku i nie straszna mi wizja poniesionych strat, a te mogą być dotkliwe.
Z mojego dotychczasowego macierzyńskiego doświadczenia wynika, że nikt nie potrafi wyprowadzić z równowagi tak dobrze jak….drugi rodzic! A jeśli spotkasz mnie w towarzystwie mojego dziecka na placu zabaw i robisz TO, to chroń szyję i oczy, ja już biegnę z pazurami.

Wydawać by się mogło, że są miejsca, które rządzą się swoimi prawami. Takim miejscem jest dla mnie plac zabaw. I choć regulamin korzystania gdzieś tam zwykle wisi, tak niewątpliwie wisi on też niektórym rodzicom.

Często wychodzimy z założenia, że skoro dla nas istnieją pewne podstawowe normy zachowania wobec dziecka, których naruszać czy też przekraczać nie można, tak są one też obowiązujące dla innych. Ale co zrobić, kiedy jednak tak nie jest i taki „kurwujący” i palący papierochy „rodzic” znajduje się w niebezpiecznej odległości od Twojego dziecka?

Ja po długim czasie niereagowania i oddalania się od delikwenta w końcu nie wytrzymałam i postanowiłam bronić to, co dziecięce, bo z jakiej racji to my mamy ewakuować się z piaskownicy, kiedy to słoma z butów do niej wkracza?
Mamy swoje ulubione miejsce, gdzie piaskownica jest w stanie pomieścić tyle dzieci, ile 500+ dało społeczeństwu przyrostu naturalnego. Akurat pech chciał, że w pobliżu jest kilka domów, w których niekoniecznie przestrzegane są jakiekolwiek społeczne normy i to, co szkodliwe dla młodych uszu i płuc jest tam na porządku dziennym. Niefortunnie korzystając z publicznego przecież placu zabaw korzystamy też z „dobrodziejstw” patologii mieszkającej nieopodal. I na próżno teraz szukać nowego „ulubionego miejsca” mojego dziecka, skoro pewien schemat, bez reakcji innych, powtarza się na każdej bawialni.

Szalę goryczy przelała jednak pewna pani, która nie zważając na nic, a przy okazji poganiając i obrzucając łaciną pozostałą trójkę dzieciaków wlazła do piaskownicy z żarzącym papierosem w celu wytarcia w rękaw gilów swojego najmłodszego. Na soczysty język nie reagował już jej syn – widać to norma, za to mój Maluch od razu podniósł wzrok kodując nowe słownictwo. Na szczęście wstręt do papierochowego smrodu zwyciężył i to na nim się skupił. Na nic zdały się skargi mojego dziecka, że śmierdzi, na nic zdało się wywracanie oczami „odważnych” tatusiów i gapienie się w niebo jakby stamtąd miała nadejść pomoc.

Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i grzecznie upomnieć „mamusię”, że tu bawią się dzieci i proszę uważać na język i dopalić papierosa z dala od tego miejsca. W odpowiedzi usłyszałam, że to publiczne miejsce i może robić co chce, a swoją rację przypieczętowała mocnym sztachnięciem się fajką. Wiedziałam, że mam przed sobą odpornego na siłę perswazji zawodnika, ale nie dałam za wygraną, gdyż Drogie Panie, na placu zabaw panują pewne prawne obostrzenia i zakaz palenia obowiązuje na całym placu zabaw – tak! łącznie z przyplacowymi ławeczkami. Ostatecznie batalię wygrałam, jednak byłam jedyną! spośród tych wszystkich rodziców, która zawalczyła o tak fundamentalną sprawę.

I teraz puenta kochani! Czy naprawdę jest nam potrzebny regulamin, zasady, prawne obostrzenia abyśmy tak sami z siebie przestrzegali pewnych spraw? Przecież znamy skutki palenia papierochów, o paleniu biernym nie wspominając, znamy też skutki przeklinania – mała papuga zaraz wszystko powtórzy, a przecież ma całe życie przed sobą aby opanować ten „wspaniały” sposób porozumiewania się. Czy takiej empatii trzeba uczyć? Są pewne rejony, które rządzą się swoimi prawami i mali rządzący, którzy mogliby nas, dorosłych, jeszcze sporo nauczyć. Skoro nie szanujesz swojego dziecka fundując im takie dorosłe „przywileje” uszanuj moje, które z tych dobrodziejstw nie chce korzystać. A Ciebie czytelniczko proszę o reakcję, będzie nas więcej i wytrzebimy „dorosłość” z placu zabaw. Może kiedyś nie trzeba będzie prowadzić batalii o tak fundamentalne sprawy.

Sprawdź inne wpisy

14 komentarzy

  • Odpowiedz Kasia 23 maja 2017 at 07:38

    Moje dziecko do piaskownicy jeszcze nie dorosło, ale póki co strasznie radzi mnie widok „mamusiek” pchających wózek z dzieckiem paląc papierosa. A cały dym wdmuchując wprost do gondoli.

    • Odpowiedz Anna Popis 23 maja 2017 at 07:44

      Kasiu masz racje, albo takie pogaduchy z koleżankami z papieroskiem w otipsowanej rączce i dzieckiem w wózku obok! Takie wyjście to samo zdrowie dla dziecka;-/

    • Odpowiedz MaSza 23 maja 2017 at 08:42

      Na mojej ulicy młoda mama spacerowała paląc papierocha z niemowlakiem w nosidełku na klatce piersiowej. Smutne to i żal dziecka.

      • Odpowiedz Anna Popis 23 maja 2017 at 10:17

        widocznie mało w życiu widziałam, bo coś takiego nie było mi jeszcze dane. Straszne to…Ale…myślicie, że to świeży nałóg? Na pewno też zdbała o odpowiednie dotlenienie dziecka W brzuchu…

      • Odpowiedz Laszlo 27 maja 2017 at 19:30

        Przy ulicy to biedne dziecko napewno nawacha się spalin i ten dym pierosowy jest przy tym niczym w porównaniu do takich zanieczyszczeń powietrza. Weź i pomyśl

        • Odpowiedz Anna Popis 27 maja 2017 at 20:20

          heheh na pewno, z tym że spaliny są niestety nieodzowną częścią naszego życia i nie mamy na nie większego wpływu( oprócz ograniczenia poruszania się spalinowymi środkami lokomocji przez większość społeczeństwa, co jest raczej niemożliwe) natomiast papierosy palimy ŚWIADOMIE i tak samo ŚWIADOMIE trujemy nimi innych, czytaj DZIECI, na co mojej zgody, jako osoby niepalącej nie ma! Tym bardziej w takich miejscach jak plac zabaw – miejsca dla dzieci, nie dla dorosłych z całym wachlarzem egoistycznych zachowań. Pozdrawiam serdecznie!

  • Odpowiedz Kasia 23 maja 2017 at 09:27

    Moje dziecko do piaskownicy jeszcze nie dorosło, ale póki co strasznie razi mnie widok „mamusiek” pchających wózek z dzieckiem paląc papierosa. A cały dym wdmuchując wprost do gondoli.

  • Odpowiedz kfiatushek 23 maja 2017 at 10:51

    I bardzo dobrze zrobiłas. Szkoda tylko, że jako jedyna miałas okazję się odezwać. Niektórzy są mocni w slowach, a jak przychodzi co do czego, chowają głowę w piasek.

    • Odpowiedz Anna Popis 23 maja 2017 at 19:37

      Właściwie to okazję mieli wszyscy, zabrakło jaj jak to zwykle w takich sytuacji bywa…

      • Odpowiedz alexanderkowo.pl 19 kwietnia 2018 at 11:50

        Dokładnie. zgadzam się. Ja też czasem upominałam, zwracałam uwagę i różnie z tym bywało…

        • Odpowiedz Anna Popis 19 kwietnia 2018 at 11:57

          To brawo za reakcję, to rzadko spotykane sytuacje niestety…

  • Odpowiedz Kodeks Karoliny 24 maja 2017 at 16:46

    Tak to niestety jest, że nawet podstawowe zasady trzeba regularnie przypominać 😉

  • Odpowiedz Mama pod prąd 19 kwietnia 2018 at 11:59

    Jeszcze moje dziecko jest za młode na piaskownicę, ale nie spodziewałam się takiego chamstwa u innych rodziców!

    • Odpowiedz Anna Popis 19 kwietnia 2018 at 12:02

      Wszystko przed Tobą 🙂

    Zostaw odpowiedź