Kobiecym Okiem

10 słów za które zaraz Cię kotku zabiję!

23 grudnia 2016

 

Istnieje w słowniku mojego męża kilka słów / zdań, które doprowadzają mnie do szału. Po ich wypowiedzeniu ma zagwarantowane spanie na sofie, a oczami wyobraźni wbijam mu pazury w kark i upuszczam trochę złej krwi. I chociaż jesteśmy dorosłymi, inteligentnymi ludźmi, którzy zdają sobie sprawę z mocy sprawczej takich słów i próbujemy nad nimi panować, to czasami same cisną się na usta, wywołując lawinę złych rzeczy. Podejrzewam, że moja lista jest dosyć uniwersalna i ma niestety zastosowanie w wielu domach.

  1. Na pierwszym miejscu znajduje się ukochane przeze mnie „ Nie przesadzaj”. Moja pierwsza odpowiedź zawsze brzmi: „ Nie przesadzam” i zaraz po niej następuje wysyp niecenzuralnych słów koniecznie mocno podniesionym tonem, tak, żeby usłyszał każdy szczegół moich pretensji.
  2.  Miejsce drugie to „Uspokój się”. Błagam, nie uspokajaj mnie na siłę. Przecież jestem spokojna i mam prawo powiedzieć co mi nie pasuje. Jeśli jeszcze raz powtórzysz ten zwrot, to dopiero zobaczysz co oznacza „ niespokojna kobieta”.
  3. „ Nie rozumiem o co Ci chodzi”. Tylko nie to. Wkładasz całą swoją moc sprawczą, emocje, sypiesz przykładami i kiedy masz już wrażenie, że wszystko do Niego dotarło i idzie w dobrą stronę, on wyjeżdża z tym „Nie wiem o co ci chodzi”. Ręce opadają, no nie jest tak?
  4. „ Doookładnie” Brrr, działa na mnie jak prawdziwa czerwona płachta na byka. Kiedy artykułuję swoje zarzuty i po każdym z nim napotykam mur w postaci słowa „dooookładnie” szlag mnie trafia. To takie odbijanie piłeczki bez najmniejszego nawet wysiłku. O ignorowaniu moich słów nawet nie wspomnę. Za słowo „dokładnie” mam ochotę mocno zdzielić w łeb. I w myślach zmieniam się w Mike’a Tyson’a.
  5. „Już Ci lepiej?” Ale ja nie mówię tego wszystkiego dlatego, żeby zeszło ze mnie powietrze, ale dlatego, że widzę w czymś problem i istnieje duże prawdopodobieństwo, że jesteś jego powodem. Takim, którym musimy się zająć. Natychmiast.
  6. „ Ty zawsze/nigdy tylko…”Np narzekasz, nie jesteś zadowolona, itp. Och takie zarzuty nie przejdą. Naprawdę myślisz, że nie ma we mnie nic dobrego poza narzekaniem? A jeśli tak, to mam ku temu powód. Bywam też zadowolona, więc nie wmawiaj mi, że NIGDY.
  7. „ Yhy, i co jeszcze?” To jakby powiedzieć „spadaj” i co ty znów sobie wymyśliłaś w jednym. Takiego chamstwa i bezczelności nie zniese.
  8. Nieco z innej kategorii, ale równie obarczające Ciebie: „ Co zjemy dziś na kolację?”. Naprawdę myślisz, że po całym dniu stania przy garach mam ochotę jeszcze na wymyślna kolacje i kolejne 40 minut w kuchni? Zazwyczaj w takim pytaniu ukryta jest już wizja wieczornego posiłku. Owszem chętnie, ale przez Ciebie kochanie zrobiony.
  9.  Na liście musi się też znaleźć wieczorne pytanie „Wyjdziesz z psem?”. Wyjdę w czasie spaceru z dzieckiem w ciągu dnia. Ale po 19, kiedy Mały już śpi, a ja mam wreszcie chwilkę dla siebie, pies jest twój. Miłej przechadzki skarbie.
  10. I w końcu weekendowe pytanie „Co będziemy dziś robili?”. Po setkach godzin spędzonych w ciagu tygodnia na wymyślnych zabawach z dzieckiem, pokonanych pieszo kilometrach, godzinach spędzonych w kuchni na wymyślaniu i przyrządzaniu potraw, które chętnie zje moje dziecko, naprawdę ostatnie na co mam ochotę, to wymyślać weekendowy repertuar. Błagam, zaproponuj coś przyjemnego. Przecież kiedyś, zanim jeszcze byliśmy małżeństwem, potrafiłeś mnie zaskakiwać. Co się z tobą stało?
  11. Miało być dziesięć, ale muszę, no naprawdę muszę dodać jakże chętnie wymieniane przez mojego męża słowo „Zaraz”. Drugie imię co drugiego mężczyzny. Do znudzenia wtedy odpowiadam : „Kiedy „zaraz”? „Zaraz” czyli już? I działa!
  12.  Jeszcze jedno, z serii „troskliwych”, ale od kiedy zostałam mamą czasami pada z ust nie tylko mojego męża. „ Jesteś zmęczona”. Błagam, zagrajmy w otwarte karty, powiedz wprost – „Wyglądasz do dupy”, a uwierz, będę Ci dozgonnie wdzięczna. Za szczerość.
  13. Najbardziej zjadliwe na koniec – „Piersi Ci chyba zmalały”. Dzięki Bogu nie usłyszałam tego jeszcze od męża i mam cichą nadzieję, że to nie nastąpi. Należę do tej grupy pokrzywdzonych kobiet, które spadek wagi w pierwszej kolejności odczuwają w piersiach. Skoro nie mogę pochwalić się imponującym biustem, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że chciałabym aby tak było. Po takim „ komplemencie” nie wiem, czy mam się tłumaczyć, czy tez nakryć się po samą szyje bluzą męża. To stwierdzenie z ukrytą szpilą nie przysporzy przyjaciół naszemu oceniającemu. Bynajmniej nie w mojej osobie.

Tym oto sposobem dobrnęłyśmy do końca listy. Zła wiadomość dla mnie jest taka, że to wcale nie jest jej ostateczny wygląd. Po każdej konfliktowej sytuacji mogłabym dopisać kolejne dziesięć punktów. Właściwie po napisaniu tego zdania wpadły mi kolejne dwa. Oprócz słow, są jeszcze czyny, które naprawdę wyprowadzają mnie z równowagi. Z pewnością poświęcę im czas w osobnym wpisie.
Jestem ciekawa czy wy też macie swoje „zapalniki?” A jeśli tak, to jakie?

Sprawdź inne wpisy

2 komentarze

  • Odpowiedz Lena 23 maja 2017 at 20:37

    „Ty i ta nie zrozumiesz” – no tak bo jestem tępą babą i jego ideologie są dla mnie za trudne. Ostatnio dziala to na mnie jak płachta na byka. Ja coś tłumaczę, chcę przedyskutować, pytam i odpowiedz mur.

    „Oj nie wiesz o co mi chodzi” – serio? to może mi powiedz. Nie drogie Pani faceci są gorzej pokopani niż kobiety.

    oj można by długo wymieniać…ale dwa wyciągają zapalnik z mojej wewnętrznej bomby.

    • Odpowiedz Anna Popis 24 maja 2017 at 08:22

      No tak:-)każdy ma jakieś zapalniki, na mnie najgorzej działa chyba powiedzonko ” Tak?, no i co jeszcze?” podczas wymieniania listy moich pretensji 🙂 w zasadzie ” Nie przesadzaj” ma taką samą siłę rażenia 😉

    Zostaw odpowiedź